Biednemu zawsze wiatr w oczy

Byłoby naprawdę pięknie, na bogato, cudnie, słodko pierdzaco sziszifufu ale gdybym się nie wkurwił podczas tych wakacji, chociaż raz to pomyślałbym, że ktoś tam w górze szykuje mi jakąś mega wypasioną niespodziankę i że jak wreszcie rypnie to się nie pozbieram.

Hotel Four Seasons był cudnie wygodny, widoki na ogród, marinę i morze z obu tarasów mieliśmy takie że mógłbym z pokoju nie wychodzić tylko się dotykać, napawać się panoramą z okna i robić sobie dobrze. Na plaży dbali o nas niczym o dwóch maharadżów prześcigając się żeby dwom bardzo leniwym foczkom leżącym na leżakach niczego nie brakowało. Spod parasola wyszedłem tylko raz, zrobić zdjęcie przelatującemu nisko jumbo jetowi Qatar Airways i podczas tego jednego, jedynego jednorazowego razu dopadły mnie mordercze promienie słońca i opaliły mnie w ciulowe ciapy, duże, czerwone laty i wyglądam jak niedokończona mapa świata: na piersi, mostku, podbrzuszu i lewym boku. Wyglądam przechujowo jakbym się łuszczył albo dostał egzemy, normalnie seks będę musiał uprawiać teraz tylko po ciemku, bo inaczej komuś opadnie.

Z Dohy lecieliśmy do Muscatu. Godzinę wylotu zmieniali mi kilka razy, wiec w dniu wylotu po raz kolejny zadzwoniłem dowiedzieć się o której odlatuje Qatar Airways 3622. O 11 pojechaliśmy na lotnisko, lecieliśmy biznesem, więc podjechaliśmy wprost pod terminal dla pasażerów biznes i pierwszej klasy. Co by nie pisać, po prostu wielki świat. Bezszelestna obsługa zajęła się naszymi bagażami, nie musieliśmy targać ich ze sobą do stanowiska odprawy. Mila elegancka pani wzięła nasze paszporty i zajęła się naszą odprawą. Początkowo nie mogła znaleźć naszych rezerwacji, potem stwierdziła że nasze bilety są niepotwierdzone a na końcu przeprosiła, że wszystko już wie i że jest ok. No ale chyba nie było, bo ponad kwadrans nas tam trzymała kursując między jednym stanowiskiem a drugim i rozmawiając z różnymi osobami. Kiedy wróciła minę miała nie tęgą, oznajmiła że lecimy Oman Air i że odprawić się musimy nie tu a trzy budynki dalej na terminalu B. Nie, cztery dni w Dosze bez chodników nie sprawiło że zapomniałem jak się chodzi, ale Hugon mnie strzelił, bo musieliśmy z M. wyjść teraz z terminalu na prawie 40stopniowy skwar i popychając nasze walizki drałować na drugi koniec lotniska. Coś podobnego przeżyłem z K. na Bahamach gdzie kazali nam przejść do drugiego budynku, ale żeby tam się dostać trzeba było wyjść i iść 300m najpierw prosto, potem jakieś 500m w prawo wzdłuż autostrady a potem skręcić i znowu 300m prosto. Wkurwiające było to, że właściwe drzwi widzieliśmy z naszego wyjścia tylko żeby się tam dostać musieliśmy drałować naokoło jak jakieś zagubione perskie cipy z Downem.
Dotarliśmy umęczeni i zgrzani, po czym jeszcze pól godziny musieliśmy czekać do rozpoczęcia odprawy, ale w końcu udało się.
Jedzenie w loungu, potem w samolocie, cala podróż Oman Air bez szału, dupy nie urywa, lepiej lecieć ekonomikiem i wyjdzie taniej.

W Omanie już kiedyś byłem z moim bratem, M. o tym nie wie, ale nie chciałem psuć mu atrakcji, bo bardzo cieszył się na ten wyjazd. Zarezerwowałem nam Radissona, tego samego, w którym spałem kiedyś. Hotel dobry i wygodny, tylko położony trochę gorzej, w około nic nie ma. M. o tym nie wiedział i przegonił mnie dziś wieczorem po okolicy w poszukiwaniu miejsca na kolacje. Przejść dla pieszych ani świateł w tej części świata nie uraczysz, więc albo zaryzykujesz i wtargniesz na jezdnię wprost pod rozpędzone auta albo będziesz stał i czekał do usranej śmierci…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s