Czy to alkoholizm?

Rozsądni ludzie odradzają alkohol na pusty żołądek, że rozwala wątrobę, że szybciej działa, że potem kac gigant. A dla mnie istnieje jakaś magia w pierwszym wieczornym drinku. Long island ice tea, wino albo szklaneczka whisky niezatrzymywane przez jedzenie uderzają od razu do głowy. Nic nie może równać się temu uczuciu. Nadchodzi koniec pracy, powszednie troski idą w kąt a ja mogę cieszyć się nieskrepowaną zabawą, beztroską i dobrym towarzystwem. Dusza mi się otwiera i mam ochotę pogadać, czuję się wyzwolony. Spędziłem dzień żyjąc przeszłością typu sprawozdania raporty, czyjeś żale albo przyszłością – reorganizacje, zwolnienia, prezentacje w Powerpoincie czyjeś niepokoje i wreszcie taki pierwszy drink sprowadza mnie do teraźniejszości: staje się kwiatem lotosu na tafli spokojnego jeziora, nowym wcieleniem Buddy.
Pierwszy drink pobudza moje ciało, zauważyłem że mogę cały dzień narzekać na zmęczenie, apatię, niewyspanie i brak energii a potem o 19. w Kornhausekeller mając przed sobą szklaneczkę czegoś mocniejszego zamiast laptopa nagle czuję się lepiej. Energia powraca i odżywam, z niewolnika etatu staję się myślącą, czującą, żartującą, wolną osobą, panem siebie, uśmiechnięty i rozmawiający z ożywieniem. Nawet jeśli narzekam na prace, szefowa, układy to przez krótka chwile, zanim powrócę do domu i świata, znajduję się w błogiej rzeczywistości, w której jestem królem panem i władcą.
Drink odmienia też bieg czasu. W biurze czas potrafi ciągnąć się w nieskończoność, podczas gdy jestem już w barze po prostu pędzi…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz