Nie lecę do domu na święta, bo chce mi się plaży

Wracając w niedziele z Warszawy przypadkiem na Okęciu spotkałem A, którego nie widziałem 7 lat. Ostatni raz spotkaliśmy się w Bernie, gdzieś na przystanku autobusowym. W sumie bardzo fajnie zaczęła się nasza znajomość w pierwszych tygodniach, kiedy przeprowadziłem się do Szwajcarii, zaliczyliśmy wspólnie fajną imprezę a potem nie pamiętam – zmienił pracę, wyjechał i kontakt się urwał.. Od kumpla z Wrocławia dowiedziałem się niedawno przypadkiem, że ktoś mnie zna, że mnie pamięta, ale nie potrafiłem sobie przypomnieć, o kogo chodzi. Jak zawołał mnie w loungu na lotnisku od razu go sobie przypomniałem, razem lecieliśmy nawet do Zurychu.

To było tak dawno, nie znałem wtedy nawet M. i fajnie było się zobaczyć. Rozentuzjazmowany opowiedziałem o tym spotkaniu M. który trochę się dąsał, ale zaraz mu przeszło jak wspomniałem, że A jest ”mężaty” ze Szwajcarem.

Huśtawka nastrojów. Huśtawka, którą czasem skutecznie potrafi rozbujać M.
Coraz częściej przychodzi mi do głowy, szczególnie w chwilach, gdy coś między nami zgrzyta. Że nic z tego nie będzie, bo wszystko co najlepsze już dawno się wypaliło i… tylko popiół. W takich chwilach zdarza mi się myśleć, że swoje „pięć minut” miałem już. Czasem mam wrażenie, że w nim i we mnie więcej lęku, że nic z tego nie będzie, niż wiary, że się uda. Wtedy myślę, by powiedzieć sobie „dość!” i nie zaczynać już nigdy więcej, nie krzywdzić innych, nie krzywdzić siebie. Chwilami ciągnięcie własnego życia wydaje mi się zadaniem przerastającym moje siły, a co dopiero mówić o wspólnym…
W takich chwilach ogarnia mnie zwątpienie. Gdyby nie to, że nie chcę M. skrzywdzić, bo wolałbym skrzywdzić siebie, to uciąłbym to wszystko nawet gdybym sam miał się przy tym wykrwawić.
Z zazdrością jest jak z solą, tylko szczypta dodaje smaku. Zbyt wiele – zabija smak. Jedzenie z odrobiną soli smakuje lepiej, ale jej nadmiar sprawia, że choć pozostajesz głodny, to po każdym przełknięciu masz coraz mniejszą ochotę na to, co jesz.

Z firmy odchodzą kolejni pracownicy, niepokojące jest to, że pracowali tutaj po 10-15 lat. Coraz częściej zapraszany jestem na kolejne farwell party. Scenariusz służbowych spotkań zawsze ociera się o banał.
Najpierw część oficjalna. Spektakl przyklepanych od lat układów i zależności. Współczesna wersja baśni „Nowe szaty cesarza”. Później bankiecik. Wszystko przyprawione papką wazeliny, obłudą, fałszem, pochlebstwami. Wymiana ukłonów, zdań i wizytówek – nic tylko nasrać w wentylator. W myślach kwituję sytuację – ”ja pierdolę”
Czuję się chwilami zmęczony życiowym doświadczeniem, zmęczony wiedzą o tym świecie, którą dane mi było zebrać. To, co kiedyś bolało, dzisiaj już tylko swędzi, co kiedyś wkurwiało, dzisiaj już tylko budzi politowanie.

Czasem trudno pisać. Nawet tylko kilka słów. Gdy rodzi się zdanie, razem z nim rodzą się wątpliwości… Czy tak rzeczywiście jest, czy może tylko chciałbym żeby tak było, bo przeszkadza to wszystko, co za mną…
Nabieram przekonania, że podjęte decyzje życiowe były uzasadnione nawet, gdy wydawały się karkołomne, szalone, nieprawdopodobne… Trzeba żyć. Trzeba mieć cel. Trzeba mieć świadomość, że nigdy nie będzie się żyło tylko dla siebie, że zawsze będzie ktoś, kto naszego życia potrzebować będzie bardziej niż my.
Czasem ten świat mnie dołuje, czasami śmieszy, a najczęściej nudzi jak kiepski film, w którym na koniec – choć nieznany – nie chce się czekać, historia banalna, cała akcja jest z góry do przewidzenia, postacie tak samo schematyczne jak intryga, gagi oklepane, a siedzenia niewygodne…
Tylko czasem efekty specjalne na moment przykują uwagę, tylko muzyka czasem zachwyci, tylko zdjęcia.

Jakiś czas temu zdecydowałem, że na Wielkanoc nie polecę do domu tylko przedłużę swój pobyt w Azji. Z Kuala Lumpur polecę najpierw do Perth a potem na kilka dni na Phuket. Jeśli jest okazja trzeba z niej korzystać i nie odkładać na bliżej nieokreślone potem. Co jeśli potem się nigdy nie zdarzy?…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, praca i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s