kolacja w Bistro 1 Dublis czyli kulinarny performance

Zaprosilem M na kolacje do Bistro 1.

M. lubi dobrze zjeść, ale nie musi to być ambrozja. Podobają jej się ciekawe polaczenia smaków i świeżych składników, chętnie podgląda przygotowanie potraw by potem wykorzystać niektóre elementy we własnej kuchni.

Nie musiałem jej specjalnie namawiać na wyjście wieczorem, ile razy gdzieś jeździmy jeden wieczór spędzamy w jakimś oryginalnym miejscu, w ten sposób w Gdańsku odkryliśmy izraelskie białe wino, we Wrocławiu piatto di mare, w Tallinie łososia z kartoflami.

Mój M. wyszukał mi to bistro z menu degustacyjnymi i polecił wcześniej zarezerwować stolik. Było warto, bo dostaliśmy najładniejszy, przy oknie. Pomimo bardzo wyszukanych połączeń składników (chleb o smaku buraków) 4 daniowe menu było bardzo smaczne. I cena też bardzo przestępna jak za takie rarytasy.

Prócz kreatywnej kuchni najbardziej podobały mi się jednak otwarta kuchnia i samo miejsca, taki skandynawsko-elegancki wystrój, polaczenie kolorów, materiałów, tkanin i dodatków, pomysłowo dobrane wzory na ścianach. Małe miejsce w mało ciekawej części Wilna, za to bardzo przytulne.

Obsługa tylko jakaś odstająca od całości i niegramotna. Zamówiliśmy po lampce wina, na które czekaliśmy i doczekać się nie mogliśmy. Gdy w końcu je podano przewidując, że dalej będzie już tylko gorzej, bo wciąż siedzieliśmy przy pustym stole, zamówiliśmy całą butelkę. Wino podano po dłużej chwili, ale co najbardziej nas wkurzało to, że za każdym razem odkładali je na półkę kilka metrów od naszego stolika i trzeba było błagać kelnera o dolewkę.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s