O 8.30 spotkaliśmy się w sali konferencyjnej. Choć wieczór wcześniej spędziłem w hotelowym barze na smutno popijając whisky rano wstałem bez oznak zmęczenia, zdążyłem się spakować, ogarnąć i z przylepionym uśmiechem przyjść na spotkanie. Wyjazd do Nowego Jorku miał z definicji być wyjazdem integracyjnym, ale integrowanie się z nami coś K. nie wychodziło, ciągle była zmęczona albo zajęta. Tylko jeden i zarazem ostatni wieczór spędziliśmy razem, reszta to była samowolka.
K. ożeniła mnie z projektem, którego koncepcję całkowicie teraz zmieniła, akurat gdy zbliżaliśmy się do końca, więc po powrocie do Szwajcarii zacznę rzeźbić od początku. Siedzimy i główkujemy, tzn. bardziej K., bo ja mam to już głęboko w dupie.
Na szczęście o 16.00 spotykam się z K. i lecimy razem do Bostonu.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek
