Boston 2

K. spała do 11, obudziłem się dużo wcześniej przed nią, a że wiem jaka potrafi być charakterna gdy jest niedospana, dlatego nie przeszkadzałem jej, maile sobie porobiłem, rekoncyliacje kart kredytowych, zacząłem rfp hoteli byleby tylko nie budzić potwora. Pomyślałem, że czasu nam pewnie nie starczy, żeby pokręcić się dziś po Bostonie, bo plan wydawał się napięty. Zupełnie niepotrzebnie.
Późny brunch zjedliśmy wspólnie w Wagamama, którą K pamiętała z Londynu, na sam widok tej restauracji nie mogliśmy tam nie wejść. K. wylała na siebie cały sok marchewkowy, ale humor nie przestawał jej dopisywać.
Fala upałów zalała Boston i cale Wschodnie Wybrzeże, nie dało się przejść kilkuset metrów bez strugi potu spływającej po czole czy plecach. Wszyscy się męczyli a uliczni sprzedawcy lodów i napojów zbijali fortuny. Wybraliśmy się na spacer wzdłuż Freedom Trail i nawet nie wiem, kiedy zleciało nam popołudnie. Lubię spotykać się z K., bo ma w sobie cos z coacha, posiada pewnego rodzaju mądrość życiową, wiele razy potrafiła nazwać moje myśli i obawy, sprowadzić na ziemię albo po prostu szczerze pogratulować. Tym razem usłyszałem, że gdy zrezygnuję ze swojej pracy będę bardzo nieszczęśliwy, bo jestem człowiekiem na właściwym miejscu, jeśli kiedyś zmienię pracę, będę płakał i będę nieszczęśliwy.

Zaprosiłem K. na kolacje do Douvex, tego miejsca nie powstydziłby się M.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s