Znowu rzucam się w wir wyjazdów

Znowu rzucam się w wir wyjazdów: Wrocław – Warszawa – Ateny – Belgrad.

Warszawa. 30 urodziny P, kolacja u Włocha i balety w klubie do białego rana. Było ok, ale na jej miejscu nie odważyłbym się zaprosić swoich rodziców. Niektórzy goście ze Szwajcarii dali popis swoich możliwości w osiąganiu dna i braku kultury. Nie moje małpy nie mój cyrk, ale obora była nie z tej ziemi. Nim w ogóle tam dotarłem przymierzyłem znajomego, który wydaje się działać jak sklep całodobowy. Jedni szukają doznań metodologicznie, jakby szukali pracy a ja wyznaje teorie chaosu. Dziwka czy madonna, potrafię być jednym i drugim.

We Wrocławiu podpisałem listę obecności w swoich ulubionych miejscach, dwu poziomowy apartament w Granary Suite przez dwa wieczory znowu zamieniłem w orgazmodrom, z którego wysyłałem w kosmos niegrzeczne zwierzaki.

Dziwnie dużo energii w sobie znalazłem, spotkałem się E, nawet z Roberto zjedliśmy śniadanie na Placu Zbawiciela gdzie zdążyłem zreferować mu ze szczegółami, co się u mnie wydarzyło. Zmęczenie przyszło potem, w niedziele zasypiałem oglądając Cirque de Solei.

Wracałem zmordowany po całym dniu do domu, tramwaj utknął na wysokości Zitglogge z powodu jakiejś demonstracji. Czasem włącza się we mnie agresja, miałbym ochotę wrzucić pomiędzy protestujących granat albo dwa, żeby rozgromić tę zgraje.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz