uciekam, bo dymają mnie równo

No i wcale tak bardzo się nie pomyliłem. Mieliśmy mieć 9-12 miesięcy teraz mówi się raptem o 6. Pracuję tutaj już tyle lat i wcale mnie to nie dziwi. Ma być quick & dirty zamiast quick & efficient byleby tylko szybko się rozdzielić. I tak po kątach mówi się, że wkrótce wykupią nas albo Amerykanie z Mountain View albo inny Chińczyk z Hangzhou i że może najwyższy czas rozważyć przyspieszony kurs chińskiego.

Mój upór trochę zelżał, ale wciąż uważam za dobry pomysł do czego się przymierzam. To, co dzieje się w ESS traktuję, jako znak i zachętę żeby wykonać krok naprzód. W końcu zawsze tego pragnąłem a teraz nadszedł odpowiedni moment, stać mnie, jestem młody, zdrowy, rodzice nie potrzebują jeszcze mojej pomocy, jak wrócę wciąż mam perspektywy, jeśli nie teraz, to kiedy?

Poszedłem sobie do biura tylko na parę godzin, chciałem tego dnia wcześniej wrócić do domu, dokończyć pakowanie się i zdążać na samolot. W Szwajcarii trwają jeszcze ostatnie podrygi słonecznej jesieni, za chwilę zrobi się zimno, deszczowo i szaro buro. Po raz ostatni w tym roku wybieram się do Azji, roztropnie pakuję swój bagaż, by zabrać ze sobą wszystko, co potrzebne do przetrwania najpierw w tropikach Malezji, a potem w górzystym Nepalu a na koniec na upalnym Tajwanie. Ogarnia mnie dziwne przygnębienie, że pewnie to już końcówka takich wyskoków, dlatego mocno spiąłem się żeby zrealizować cały swój plan w ciągu niecałych 8 dni.

Kuala przywitało mnie patelnią i zatem lejącym się z nieba, czekałem raptem kilka minut zanim kierowca zapakował mój bagaż i uruchomił klimatyzację a zdążyłem poczuć jak grube krople potu spłynęły mi po plecach. Na szczęście nie było korków, w Malezji trwał długi weekend z okazji nowego roku Awal Muharram Maal Hijrah i większość mieszkańców wyjechała za miasto. Jerry zaprosił mnie na kolację do Japończyka, wróciliśmy późno do hotelu, ale ani w głowie było mi spanie. W nocy znowu zaczęło padać, prawdziwa ściana deszczu zasłaniająca prawie cały widok na wieże Petronas a przecież mój hotel znajdował się praktycznie na wprost nich.

W mieście znowu coś się zmieniło, otworzył się nowy Hyatt stanowiąc konkurencje dla Mandarin Oriental. Poszliśmy wypróbować nowy bar, ogólnie nic specjalnego, jedynie obsługa o niebo lepsza niż w Sky Barze w Traders. Na drugi dzień z powodu brzydkiej pogody nie pojechaliśmy do Malaki, co nie było takie najgorsze, bo mogłem dłużej pospać (jet leg dał mi do wiwatu), zjeść ostrygi i sushi w Yuzu na późny brunch, zrobić zakupy w centrum handlowym KLCC, sprawić prezent bratu przed wyjazdem na wspólny urlop, zdążyłem nawet kupić bilety do kina na Furie z Bradem Pittem, co było dużym błędem, bo film epatował epickim tonem dosadną i bardzo realistyczną brutalnością oraz scenami przemocy, których wolałbym nigdy nie oglądać. Jak przystało na amerykańską produkcję film zdołał zniesmaczyć stereotypami czy bardzo dużymi uproszczeniami no, ale takie są wszystkie hollywoodzkie produkcje, choć muszę przyznać, pierwszy raz nie zobaczyłem w amerykańskim filmie ani razu amerykańskiej flagi.

Kolacje zjedliśmy w Yuzu, (bo ostryg nigdy dość), jednemu kelnerowi wpadłem w oko, bo kiedy nas obsługiwał przyznał się, że pamięta mnie jak odwiedziłem ich w kwietniu i w ogóle zagadywał mnie o wszystko pod byle pretekstem. Podwójna porcja ostryg plus butelka wina do kolacji miały swoje daleko idące konsekwencje w nocy…

Wcześnie rano Jerry odwiózł mnie na lotnisko, zdążyłem załapać się na cappuccino i ciepłego croissanta z kurczakiem w Cafe Barbera. Ta zestaw stał się dla mnie kultowy odkąd zacząłem latać do Malezji.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „uciekam, bo dymają mnie równo

  1. ~vanilasta pisze:

    …po raz nie wiem ktory wrocilam do twojego komentarza na moim blogu, za kazdym razem jak mam gorszy moment. A teraz jest gorszy, bo moj ex pojawil sie na tapecie i bynajmniej nie skonczylo sie to happy endem. Myslisz, ze moge byc jeszcze wiekszym looserem? Eh. Skurwiel i tyle. Lata mijaja, a we mnie ciagle tkwi ta pieprzona zadra. Nie masz przypadkiem sposobu na zlasowanie mozgu? Btw- wrocilam do korporacji. Niestety nikt tak nie placi jak oni. Ale co ja tu czytam, jakies wielkie zmiany ida!!?? Exited? 😉

  2. ~saber pisze:

    czasem nawet ja mam przeblyski intelektu:) Moze powinienem zrobic sobie fakultet z motywowania innych:)
    Nie pamietam co Ci wtedy napisalem, bo Twoj blog juz nie istnieje, ale pamietam ze mialem wtedy straszna potrzebe podzielenia sie z Toba swoim doswiadczeniem…

    Szczerze to mam nadzieje ze nigdy nie przejdziesz nad bylym do porzadku dziennego, jesli tak sie stanie ze zatrcisz w sobie dziewczeca wrazliwosc. Zadry nie nalezy pielegnowac ale trzeba pamietac, wierze ze w koncu pojawi sie na horyzoncie ktos nowy.

    Tak u mnie zmiany tzn reorganizacja. Wywala mnie chyba wiec zegnaj szwajcarska pensjo, zakupy u Prady, wakacje na Bahama, widaj polska rzeczywistosc, zakupy w Biedronce i wakacje w Ustce pod namiotem i po sezonie;)

  3. ~vanilasta pisze:

    🙂 wiesz, ze mi napisales taki wstep o tych przeblyskach….czy to Twoj sztampowy sposob na po dryw? 😉 wiem, zem nie target, spokojnie 😉 probuje niczego w zyciu nie zalowac, probuje wierzyć, ze kiedy ktos mnie rani, to błądzi i nie wie co czyni….ale jest trudno, bo w czlowieku drzemi taka ogromna potrzeba bycia kochanym. Ale jak ta milosc przychodzi, to albo jej nie pielegnujemy, albo bierzemy za pewnik.
    We mnie ciagle jest taki bunt, probuje na sile udowodnić, ze milosc nie moze sie skonczyc, bo co innego przestac z kims byc, a co innego przestac kochać. A ze kochac mozna wielu, to czekam na tego mojego księcia 😉 powiem ci, ze kobiety w moim wieku maja przejebane, wybacz za slownictwo

  4. ~vanilasta pisze:

    Pisanie na telefonie powinno zostac zakazane 😛 reorganizacja? Oj tam, cos czuje, ze awans w karierze cie czeka, a ze w Polsce…..przeszlam ostatnio, ba! Nie dalej jak dzis, po galeryji handlowej… Jakie marki my tu mamy! Normalnie wielki swiat 😛 biedra wcale nie jest taka zla, sciagaja wina z calego swuata… 😉 ciesz sie zmiana, na wszystko co miales zapracowales sam. Zapracujesz na nastepny sukces. Trzymam kciuki 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s