Losy się ważą – będę latał czy wylecę

Do domu miałem wracać w czwartek wieczorem. Zaplanowałem powrót tak, żeby w piątek pojawić się jeszcze w biurze, bo od soboty planowaliśmy z M. długi weekend w Szkocji. Poza tym spodziewałem się, że firma przedstawi szczegółowy plan reorganizacji i dowiem się wreszcie czy zostaję w Szwajcarii czy może zaplanowali mi przyszłość w jakimś zapyziałem miejscu w innym końcu Europy. Zbierałem się już, żeby jechać na lotnisko, kiedy K. przysłała mi zaproszenie na telekonferencję na 21.00. Odrzuciłem, bo akurat wtedy mój samolot startował do Zurychu. W kilka sekund dostałem drugie. Odrzuciłem i napisałem, że mogę dopiero w poniedziałek. Znowu napisała: musimy porozmawiać dzisiaj.
Zadzwoniłem do niej szybko, ale jedyne, czego się dowiedziałem to, że mam przebukować bilet na jutro rano i zostać w Warszawie jeszcze jedną noc.
Taka prośba nie mogła wróżyć niczego dobrego, ton rozmowy wskazywał, że to dziś dowiem się czy będę dalej latał czy wylecę – musiałem uzbroić się w cierpliwość i poczekać.
Późnym wieczorem K. na callu nie było w ogóle, był za to nasz dyrektor… K. wyleciała, nie ma dla niej miejsca w nowej organizacji. Była w szoku, poryczała się i poszła do domu.
Dostałem stare stanowisko w Bernie, ale dorzucili mi dodatkowe regiony: Azję, Australię i obie Ameryki a do pomocy – nikogo. Żebym się kompletnie nie załamał i nie poszedł skakać z katedry Munster otrzymałem obietnicę bonusu w okolicach mlecznej drogi, ale żeby go dostać muszę, przejąć obowiązki K. i Guat Hong, przeszkolić Hindusów, potem Chińczyków tak by po 2 miesiącach od zakończenia projektu cały proces śmigał samemu.

Tak, mogliby mnie wyrzucić na zbity pysk, ale postanowili kupić moje know-how i potraktować mnie bardziej humanitarnie. To, że się zarżnę próbując ogarnąć cały ten burdel mało ich interesuje, dają bonus na otarcie łez i żeby zamknąć mi buzię.

Pierwszą połowę przyszłego roku będę dzielił między Szwajcaria, Singapurem, Stanami, Indiami i Chinami a potem nastąpi koniec i będę już zbędny. Dupa kurwa chuj.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Losy się ważą – będę latał czy wylecę

  1. ~vanilasta pisze:

    OMG…jakis matrix, a na pewno dla mnie. Niby piszesz do mnie (alem se schelbila, ze do mnie :P), ale jakbys pisal w innej przestrzeni czasowej? Co to za rzeczywistosc, w ktorej zyjesz… nie wiem, nie pojmuje, troche mnie przeraza. Skad ty czlowieku bierzesz sily i zdrowie na to wszystko?
    Ja – calkiem w innej rzeczywistosci – siluje sie z „przedszkolnymi” zapedamiw nowej pracy. Zachodze w glowe, jak ludzie potrafia sie w ten czy inny sposob zachowywac, mimo tylu lat na karku. Codziennie zadaje sobie pytanie, co ja tu robie i za jaka kare musze sie uzerac z tym razacym brakiem profesjonalizmu? Korpo, oj korpo szczesliwa kraino! Pieniadze, musze rekompensowac to wszystko. Satysfakcji w pracy szukac poki co nie bede. Oby przeczekac. I Tobie tez zycze tego samego, przeczekaj, wyjdz z tego chaosu obronna reka 🙂

  2. ~Saber pisze:

    Wcale sobie nie radze.. Zauwazylem pewna zaleznosc, im wiekszy burdel w robocie tym dalej uciekam zeby sie od tego odciac. Jedni wpadaja w zakupoholizm, inni uciekaja w narkotyki, alkohol…
    Jak bardzo jestem sfrustrowany swiadczy miejsce do ktorego ucieklem…
    Zgadnij gdzie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s