Porto

W czwartek ostatni raz w tym roku poszedłem do biura, wyszedłem wcześnie rano i do 12 uwinąłem się ze wszystkim.
W tym roku do domu na święta lecę przez Porto i Bilbao, bo po co siedzieć 5 dni w zimnym Wrocławiu, po co się narażać, że rodzinka popsuje mi humor.

Porto choć bardziej słoneczne też jest zimne i w dodatku wietrzne a duża wilgotność sprawia że ziąb jest mocniej odczuwalny i chwilami nie do zniesienia.
W hotelu, w którym spałem mieścił się dawniej teatr, po pożarze przez pewien okres budynek stał pusty póki ktoś nie wpadł na pomysł przerobienia go na designerską oazę luksusu. Wielka, ciężka, mosiężna brama – wejście zupełnie nie przypominało wejścia do hotelu, w środku ciemno, przygaszone oświetlenie, wszędzie dużo ciemnego drewna, metalu i luster. Drzwi do pokoju przypominały wejście do garderoby, na korytarzu panował półmrok, gdzieniegdzie tylko rozstawione były światła reflektorów, wieszaki na stroje elementy dawnych inscenizacji. Ktoś bardzo umiejętnie zbudował nastrój tego miejsca za pomocą światła, wydobył poszczególne elementy, zimne i cieple kolory przeplatywały się na wzajem. Przez ciężka wysoko zawieszona kurtynę wchodziło się do łazienki skrywającą masywne umywalki w kolorze złota i kolorystycznie dopasowana armaturę. Wanna oddzielona była od reszty pokoju olbrzymią przezroczystą szybą.

Unknown's avatar

O saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz