W czwartek ostatni raz w tym roku poszedłem do biura, wyszedłem wcześnie rano i do 12 uwinąłem się ze wszystkim.
W tym roku do domu na święta lecę przez Porto i Bilbao, bo po co siedzieć 5 dni w zimnym Wrocławiu, po co się narażać, że rodzinka popsuje mi humor.
Porto choć bardziej słoneczne też jest zimne i w dodatku wietrzne a duża wilgotność sprawia że ziąb jest mocniej odczuwalny i chwilami nie do zniesienia.
W hotelu, w którym spałem mieścił się dawniej teatr, po pożarze przez pewien okres budynek stał pusty póki ktoś nie wpadł na pomysł przerobienia go na designerską oazę luksusu. Wielka, ciężka, mosiężna brama – wejście zupełnie nie przypominało wejścia do hotelu, w środku ciemno, przygaszone oświetlenie, wszędzie dużo ciemnego drewna, metalu i luster. Drzwi do pokoju przypominały wejście do garderoby, na korytarzu panował półmrok, gdzieniegdzie tylko rozstawione były światła reflektorów, wieszaki na stroje elementy dawnych inscenizacji. Ktoś bardzo umiejętnie zbudował nastrój tego miejsca za pomocą światła, wydobył poszczególne elementy, zimne i cieple kolory przeplatywały się na wzajem. Przez ciężka wysoko zawieszona kurtynę wchodziło się do łazienki skrywającą masywne umywalki w kolorze złota i kolorystycznie dopasowana armaturę. Wanna oddzielona była od reszty pokoju olbrzymią przezroczystą szybą.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.