Latanie nie zawsze jest cool

Z Porto do Bilbao leciałem portugalskim TAPem przez Lizbonę. Martwiłem się trochę, bo na przesiadkę miałem raptem 40 minut a o TAPie nie słyszałem raczej dobrych opinii, ale nie chciałem się uprzedzać.
Wstałem o 5 rano, bo samolot miałem o 7.40, taksówkarz odebrał mnie spod hotelu o 6.00. Nadałem bagaż, zjadłem śniadanie, nawet punktualnie rozpoczęli boarding. Ciepło i miło mi się zrobiło w samolocie, niedobór snu zwyciężył i nawet nie wiem, kiedy zasnąłem. Obudziłem się pół godziny później i okazało się, że wciąż stoimy na pasie. No i wtedy przestraszyłem się nie na żarty, że na samolot do Bilbao już nie zdążę. Wyciągnąłem telefon i zacząłem szukać następnych połączeń z Lizbony do Bilbao, ale okazało się, że istnieje tylko jedno bezpośrednie połączenie między tymi miastami i w najlepszym razie z Lizbony będę musiał lecieć z przesiadką w Madrycie albo Barcelonie. Szczęście w nieszczęściu samolot z Lizbony do Bilbao też miał opóźnienie, więc istniała nadzieja, że zdążę. Ledwo zdążyłem ucieszyć się tą myślą, gdy pilot ogłosił gotowość do startu a w 10minut później byliśmy już wysoko w chmurach. Lot planowo trwa około 30 minut i właśnie w tym momencie stewardesa podniosła raban wzywając przez głośnik doktora albo sanitariusza, bo w biznes klasie ktoś potrzebował pomocy. Od razu zerwało się kilku panów gotowych nieść pomoc potrzebującemu.
Zza kotary oddzielającej klasę biznes od strefy cargo dostrzegłem młodą kobietę, która wpadła w prawdziwą rozpacz nad kilkuletnim chłopcem, który leżał nieruchomo w objęciach jakiegoś mężczyzny. Sytuacja nie wyglądała dobrze, w kółko wszyscy nachylali się nad chłopcem, stewardesy podawały tlen, nawet jeden z pilotów wyszedł na moment zorientować się w sytuacji. Podczas gdy większość pasażerów próbowała zobaczyć, co się dzieje zauważyłem jak przestaje widzieć słońce z lewej strony samolotu a powoli wyłania się ono z prawej. Pilot postanowił długim łukiem wykonać manewr zwrotu tak żeby nikt niczego nie poczuł i po chwili zaczęliśmy lecieć powrotem w kierunku lotniska w Porto, na którym po wylądowaniu czekała już karetka. Myślałem, że zabiorą chłopca i zaraz wystartujemy, ale postój w podróży zaczął się przedłużać: kwadrans, pół godziny, godzina. Pilot podawał komunikaty po portugalsku i za każdym razem, gdy zaczął kaleczyć angielski podnosił się gwar rozmów i komentarzy wśród wzburzonych współpasażerów, wściekałem się, bo nigdy nie mogłem usłyszeć ani zrozumieć, co się dzieje. Zdołałem jedynie zrozumieć, że nie wylecimy wcześniej niż za 2-3 godziny i że nie możemy wysiąść, więc musimy czekać w samolocie. Zajebiście.
Znowu włączyłem telefon i sprawdziłem, o której dotrę do Bilbao: najbardziej optymistyczny wariant podawał 22.00 a najbardziej pesymistyczny 7 rano następnego dnia – oba z dwoma przesiadkami w Lizbonie i gdzieś w Hiszpanii. Średnio mi się to wszystko podobało, nie uśmiechało mi się czekać 3 godziny w samolocie żebym może późno w nocy dotarł do Bilbao. No i wtedy stał się cud, dostałem maila, że mój samolot z Lizbony do Bilbao został anulowany a mnie przebukowano na rejs o 15.
Jeszcze raz sprawdziłem połączenia z Porto i okazało się, że gdybym poczekał do 17.00 mógłbym lecieć stad do Madrytu a stamtąd dalej do Bilbao.
Zatrzymałem stewardesę i zapytałem czy pozwolą mi wysiąść, odpowiedziała, że tak upewniając się że rozumiem, że oznacza to rezygnację z podróży. Nie chciało mi się jej tłumaczyć z mojego planu, dlatego pokiwałem tylko głową, potwierdzając, że na pewno chce wysiąść najszybciej jak się da. Pasażerowie wszczęli już niezły raban, bo wielu zrozumiało że przez opóźnienie stracą połączenia do Stanów czy Brazylii a obsługa próbowała łagodzić napięcie rozdając darmową wodę i suche bułki…
Pół godziny potem byłem spowrotem na terminalu, ale bez bagażu, który mieli mi szybko wyładować i dostarczyć do hali przylotów. I tutaj zaczęły się schody, bo po pół godzinie bagażu nadal nie było, panie w punkcie obsługi Lost & Found wzruszyły tylko ramionami, że w końcu samolot nie odleciał a pani na informacji kazała czekać, bo kiedyś bagaż przyjedzie…
Po godzinie oczekiwania wkurwiłem się, że tyle im to zajmuje aż w końcu jeden pan wyznał mi, że chyba mój bagaż gdzieś się zgubił bo z samolotu został wyładowany ale nie potrafią go nigdzie zlokalizować. W końcu jest! 95 minut nerwów i przekleństw.
Z bagażem poszedłem do stanowiska obsługi pasażerów linii TAP i tam bez problemów udało mi się przebukować bilet za darmo na lot o 17 przez Madryt.
Dostałem voucher na 14 euro na lunch i 6 długich godzin czekania. Najgorsze że właśnie zaczęło boleć mnie gardło, z nosa siąpić katar i ogólnie czułem się źle. 6 godzin bezczynności wydawało się być poza moje siły, powrót do miasta też nie wchodził w grę bo coraz gorzej się czułem i wyglądałem. Myślałem już nawet żeby porzucić cały ten plan, stracić pieniacze i po prostu wrócić do Szwajcarii. Niestety nim na to wpadłem właśnie odleciały samoloty do Zurychu, Genewy i Frankfurtu. Kręciłem się po lotnisku jak duch nie wiedząc, co ze sobą począć. Z nudów bylem dwa razy na kawie, śniadaniu, brunchu, lunchu a potem i wczesnej kolacji, aż dziw, że się później nie porzygałem.
W Madrycie kolejne opóźnienie i kolejne 30 minut czekania, relaksowałem się w barze wypijając mieszankę whisky i paracetamolu, która o dziwo pomogła mi zbić gorączkę i powstrzymać katar. Gdy dotarłem do hotelu Silken wybiła już prawie północ.
Oby nigdy więcej takich dni.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Latanie nie zawsze jest cool

  1. Niestety muszę się z Tobą zgodzić. Czasem bywa naprawdę upierdliwe, a najgorsze jest to wyczekiwanie na lotniskach. I się zastanawiasz : przyleci ten samolot czy nie przyleci. Wiecznie jakieś problemy. Formalne i nie formalne, odprawy itp. Człowiek chce zwariować. A nie daj Boże jak Ci się lot opóźni o kilkanaście godzin to dopiero Cię rozrywa z nerwów. Cholera Cię bierze. Jak się coś zdarzy to nikogo nie ma żeby ci powiedział co masz robić czy co jest grane. Znam to doskonale. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s