Dzień przed wylotem

Nie wiem jakim sposobem udało mi się zwlec z lóżka o zabójczej 5. nad ranem, by zdążyć na poranny samolot. Spałem nie całe 3 godziny, bo za dobrze bawiliśmy się wczoraj po kolacji: kolorowe drinki i wino lały się strumieniami, ale ja od północy piłem już tylko wodę, żeby rano nie obudzić się z mega kacem.
Przespałem się godzinkę w samolocie do Zurychu a o 11. przekroczyłem próg biura. Na piętrach było cicho i pusto – wszyscy wracali z Berlina dużo później po mnie, niektórzy zostali tam na weekend – tyle, że ja nazajutrz zaczynałem urlop i musiałem przed wyjazdem zdążyć się ze wszystkim wyrobić. Optymistycznie założyłem, że do 17., uporam się z większością spraw, ale trochę się przeliczyłem, bo z biura wyszedłem dopiero po 20. Nawet jeszcze w domu odpisywałem na zalegle maile zamiast pić ziółka, pływać w wannie, robić się na bóstwo i zacząć pakować się przed kolejną podrożą…

W biurze zaczepiła mnie nasza dyrektorka, próbując wybadać mój nastrój po zwolnieniu GH. Emocje opadły stąd łatwiej było mi o tym rozmawiać, nie pytałem o szczegóły tej decyzji, bo nie miałem ochoty słuchać kolejnych kurtuazyjnych wykrętów i zmyślonych tłumaczeń. Dyrektorka wspomniała, że do końca roku nie planują kolejnych redukcji ani przenoszenia nikogo do innego kraju, ale nawet w to nie wierzę.

M. wrócił zmęczony z pracy, wybaczył mi niedomknięte drzwi od zamrażarki, przez co większość przechowywanych tam produktów musiała wylądować w koszu na śmieci, a on biedny o północy skrobał lód wydobywający się z zamrażarki, wypiliśmy po szklaneczce whisky i poszliśmy lulu.

Jutro Tokio, choć wcale to do mnie jakoś nie dociera.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, praca i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s