Do raju bym się spóźnił…

Tak się zagapiłem na lotnisku w Auckland, że mało bym się spóźnił na samolot. Siedziałem w loungu i stukałem sobie w komórkę, rozmawiając ze znajomymi, katem oka obserwując informacje o odlotach. Gdy ogłosili „proceed to gate” myślałem, że wciąż mam dużo czasu, bo do odlotu była prawie godzina. Dopiero jak ogłosili ostatnie wyzwanie wiedziałem, że coś jest nie tak. Air Tahiti Nui leciał do Papeete, ale stamtąd non stop do Los Angeles i boarding zaczęli godzinę przed odlotem.

– Where are you flying today, sir? – zapytała mnie pani w sklepie wolnocłowym.
– Taiti – odpowiedziałem
– Tahiti – poprawiła mnie szybko, pakując zakupy do plastikowej torby.

Ciągle latam samolotami wiec przyzwyczajony jestem do lotnisk, odpraw i podobnych pytań. Przyznam szczerze, że tym razem poczułem dreszczyk emocji…

Wsiadając na pokład samolotu dostałem kwiatek, by włożyć go sobie za ucho. Taki mają tutaj zwyczaj usłyszałem później od dwóch zapoznanych stewardów z Fiji Airways i Air Tahiti Nui. Kabina pełna była pasażerów, przypominała Arkę Niego (same pary) tylko ja podróżujący solo, ledwo rozsiadłem się w wygodnym siedzeniu miły pan z obsługi zaproponował mi lampkę Kir Royal.
A potem usiadł koło mnie jakiś stary spróchniały Amerykaniec, który przez ponad 4 godziny lotu chrząkał, kasłał, prychał i przełykał głośno smarki skutecznie odbierając mi apetyt. Biednemu zawsze wiatr w oczy…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s