Powrót do przeszłości czyli Maeva Tahiti

Niecałe 5 godzin zajął mi lot z Auckland na Tahiti.
Na zewnątrz ciepło, ponad 20 kresek a ja w kurtce jak pierdoła. Lotnisko tak małe, że aż cud, że na tym przystanku coś ląduje, obok naszego samolotu stal olbrzymi boeing LANa lecący przez Wyspę Wielkanocną do Santiago w Chile. Popatrzyłem tylko na maszynę i z sentymentem pomyślałem o M.
Kontrola paszportowa poszła sprawnie, niestety nie dostałem pieczątki do kolekcji, bo Polinezja jest częścią Francji wiec obywateli Unii obowiązuje ruch bezwizowy.
Wybrałem pierwszą wolną taksówkę stojącą przed terminalem przylotów, za którą ostatecznie przyszło zapłacić mi jak za zboże i kazałem zawieźć się do Tahiti Pearl Beach. Radissona w tej części świata juz nie ma – od stycznia zmienił się tutaj właściciel.
Do tej pory dawałem sobie rady ze zmianą stref czasowych. Z Auckland wyleciałem w czwartek 14. maja o 3 po południu. Gdy dotarłem do Papeete była środa 13. maja godzina 10 w nocy.
Nieźle to tutaj pokręcone z tymi datami…

Za oknem słyszę szum fal, ale jest zbyt ciemno by zobaczyć morze.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s