kradziony urlop

Przez kilka miesięcy namawiam brata na przyjazd do Szwajcarii, chciałbym wybrać się z nim do Lichtensteinu i wjechać na Jungrfau, bo choć mieszkam w Szwajcarii tyle czasu to nigdy tam nie byłem. Chcieć nie zawsze znaczy móc, raz nie pasowało jemu, potem w ostatniej chwili to ja musiałem odwołać, wstyd się przyznać, ale z trudem przychodzi mi oddzielenie grubą kreską spraw prywatnych od zawodowych. Mówi się, że do trzech razy sztuka, dlatego pewnego poniedziałku poszedłem do swojego szefa i zakomunikowałem wprost: od środy nie będzie mnie w biurze z powodów prywatnych – mogę być chory, może dać mi urlop, odegrałem przy tym przejmującą rolę na miarę Oscara i w efekcie dostałem, co chciałem. Tyle, że z bratem pojechaliśmy do Dubrownika.

Nasz hotel nie znajdował się w samym centrum, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało, choć cena taksówki mogłaby być bardziej przystępna. Dostaliśmy największy apartament z dwoma sypialniami, dwoma łazienkami kuchnią i przestronnym tarasem z widokiem na wyspę Kalamote i Lopud. Nasza willa znajdowała się na samym końcu całego kompleksu i dotarcie tam pieszo zajmowało nam średnio 10 minut.

Brat jeździł do miasta, gdy ja postanowiłem byczyć się na tarasie. W związku z tym, że nikt mnie tam nie widział wyskoczyłem z majtek i ochoczo opalałem się nago, co jakieś pół godziny nakładałem na siebie hektolitry kremu 50 UV. Podziwiając roztaczające się wokół widoki wlewałem w siebie rozcieńczone wino, ciesząc się błogim lenistwem.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz