Wziąłem wolne i doleciałem do niego w piątek rano. Na lotnisku powitały mnie M. z Giusi i Beatrice – ta ostatnia rzuciła mi się szyję. Jestem jej ulubionym wujkiem Pietro che va dietro…
M. naśmiewa się ze mnie kuternogi, ale jednocześnie dba o mnie żebym się bardziej czasem nie uszkodził. Moją kulawą nogę z wielką czarna opasko-skarpetą na stopie nazywa „protesi” przez co każdy obcy, który go słyszy patrzy na mnie ze współczuciem i naprawdę myśli że jestem inwalidą i noszę protezę.
M. wpadł na pomysł kupna mieszkania w Lecce. Akurat pojawiła się okazja, 60 metrowe mieszkanie w stylowej kamienicy w samiusieńkim centrum, z zadaszonym wielkim tarasem i pięknym widokiem na dachy okolicznych domów. Cena w porównaniu do cen mieszkań w Szwajcarii nie powalała, dlatego obaj pojechaliśmy zobaczyć to cudo.
M. jak to zwykle on, był gotów kupiec mieszkanie choćby zaraz, bez względu na wszystko, bo taki już jest impulsywny, najpierw kupuje a potem myśli, co z tym zakupem zrobić albo jak znaleźć pieniądze na następną ratę kredytu. Na szczęście bylem tam z nim i odpowiednio chłodziłem jego zapały pozbycia się kilkudziesięciu tysięcy euro, których nota bene nawet nie miał, no ale przecież miał mnie, swojego wspólnika jak usłyszałem później.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże i oznaczony tagami
amore,
podróże,
włochy. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.