Od dzisiaj zaczynam miesiąc zbijania bąków. Nie chodzę do pracy, wziąłem urlop do końca tygodnia a potem będę 3 tygodnie chory. Firma się nie zawali, w końcu co mogli już dawno rozparcelowali po innych działach albo przenieśli do BPO w Indiach, mój szef mnie zastępuje, ale skoro teraz wszystko samo hula bez niczyjego doglądania, wiec się chłopina zbytnio nie narobi.
Moje plany na najbliższe miesiąc? Podróże!
Na 60. urodziny ojca zabrałem rodzinę na kilka dni do Rzymu, teraz przyszła kolej na matkę i wszyscy lecimy na Maltę. Ja poleciałem już dziś, przygotować się psychicznie i trochę się rozgrzać nim matka razem z ojcem doprowadza mnie do pasji. To już ostatni taki nasz wyjazd, bo z roku na rok stają się coraz bardziej nieznośni a masochistą nie jestem. Matkę ma się jedną, nie mogłem jej zawieść i się nie pojawić, ale bardziej nie uśmiechało mi się celebrować jej urodzin we Wrocławiu, w domu przy stole zastawionym sałatką jarzynową, buraczkami, mielonymi i śledziami stąd ta Malta. Zadbałem żeby każdy z nas miał swój osobny pokój a dodatkowo mój był po drugiej stronie korytarza inaczej wpadaliby do mnie po cukier, kawę albo ukraść mydełka i szampon, ojciec dodatkowo wpadałby na lufę. Mam nadzieję, że słońce, ładne widoki i malowniczość wyspy trochę ostudzą nasze temperamenty.
M. został w Bernie. Cały luty będzie sam, musi zacząć się przyzwyczajać, bo przez najbliższe kilka miesięcy będę w domu tylko gościem. Myślę że taka przerwa dobrze nam zrobi, zdążymy za sobą zatęsknić.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże i oznaczony tagami
amore,
Malta,
podróże. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.