Przyleciałem do Szwajcarii, ale zostałem na noc w Zurichu. Moja ostatnia noc na wyjeździe – chciałem przedłużyć atmosfer ostatnich tygodni i niechcąco mi się to udało.
Czasami z pozornie niezobowiązującego spotkania w hotelowym barze robi się całonocna zabawa. Mam wrażenie że wszystko to działo się na fali fascynacji Ameryką Południową, gdzie ludzie są dla siebie mili, obcy potrafią się ze sobą bawić, mają w sobie mnóstwo luzu i spontaniczności. Słyszałem też opinię, że są fizycznie piękni, zmysłowi ale trochę głupiutcy i stąd właśnie bierze się cały ten ich czar. Zazdroszczę mieszkańcom tego kontynentu luzu, bo gdy my wchodzimy do miejsca gdzie gra muzyka potrzebujemy alkoholu, używek, wspomagacza nim zaczniemy sie bawić. Oni wchodzą i ciało od razu wbija się w rytm, zaczynają tańczyć często przy tak zmysłowo, że aż nie można oderwać od nich wzroku – cudowny widok.
Były igrzyska sportowe, pogawędka z przystojnym barmanem, przypadkowe spotkanie grupki obcych sobie ludzi, był Grek Yannis i jego dziewczyna, przypadkowa Irlandka Anna Mary i było mnóstwo wina i ginu z tonikiem, łączyło nas tylko fakt że wszyscy w tym samym czasie przebywaliśmy w Radissonie na lotnisku.
Wczoraj a raczej dziś zamykaliśmy hotelowy bar a teraz grzecznie wracam już do domu.
Powiązane
O saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże i oznaczony tagami
Brazylia,
Panama,
podróże,
RTW,
Szwajcaria. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.