Już w sobotę po przyjeździe wiedziałem, że decyzja o wykupieniu kursu językowego tutaj była strzałem w dziesiątkę. Stolica Austrii to nie jakieś zapyziałe przemysłowe Mannheim, nawet codzienna droga do szkoły jakby motywuje człowieka do nauki, spacer wśród wszystkich tutejszych zabytków, widok na Hofburg zza okna hotelowego pokoju, piękna pogoda i życzliwość Austriaków – tutaj jest bosko!
Na weekend zaprosiłem do siebie B. który nie dał się dwa razy prosić a ja zyskałem towarzystwo na pierwsze dni pobytu. W sobotę było gorąco, ale prawdziwy żar z nieba lał się w niedzielę. Nie wiem ile razy przedtem byłem w Wiedniu, ale każdy powrót traktuję jako przygodę, bo to miasto nigdy mi się nie znudzi.
Nie znalazłem żadnego ciekawego mieszkania na Airbnb stąd pomysł zamieszkania w hotelu. Dawny Radisson przy Parkringu przywoływał same dobre wspomnienia po pobytach tam z M, ale po tym jak został zamknięty musiałem zamieszkać w innym na Herrengasse. I wcale tego nie żałuję bo jak zobaczyłem swój pokój przestałem się martwić, tym że przyszło mi zamieszkać na ponad dwa tygodnie w hotelu. Ktoś mógłby pomyśleć o czym ten koleś pieprzy, przecież mieszkać w pięciogwiazdkowym hotelu w samym centrum Wiednia to marzenie każdego, no właśnie mieszkać w sterylnie czystym miejscu przez bite kilka tygodni to taki lekki koszmar bo nic nie wydaje się twoje, nakrochmalona, świeża pościel wydaje się sztuczna, nawet największy pokój z czasem robi się klaustrofobiczny, śniadania są supermonotonne, a otaczający zewsząd porządek rzuca się człowiekowi na mózg. Ten kto kiedykolwiek musiał mieszkać w hotelu dłużej niż tydzień wie o czym mowa…
