No to dupa czyli who knows what's around the corner

Rocznica ataków 11. września, po mimo niedzieli miasto wydawało się być bardziej niż zwykle zakorkowane, wcześnie rano spakowaliśmy się, zostawiliśmy bagaże w recepcji i oboje pojechaliśmy na Fisherman’s Warth a potem na lunch do Cheescake Factory na Union Square. M. przeznaczył swoje latami zbierane mile na podniesienie komfortu naszej powrotnej podróży samolotem i z San Francisco wracaliśmy pierwszą klasą. Nie był to Boeing, którym lecieliśmy do Los Angeles, tylko stary Airbus z równie wiekową pierwszą klasą, którą pieszczotliwie nazwaliśmy vintage: stare fotele, choć rozkładające się do pełni płaskiego łóżka, stary pilot na kolorowe guziki, wiekowy mini monitor z paroma starymi filmamami, który w moim przypadku ciągle się zawieszał i trzeba było go restartować. Ale przecież darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

Dobrze być wreszcie w domu.

Umówiłem się na spotkanie z dyrektorką. Bez zbytniego owijania w bawełnę powiedziałem jej że jestem gotowy wrócić. Skalkulowałem sobie że to mi się opłaca, by szybko odzyskać stały dopływ gotówki i dostęp do świadczeń a za kilka miesięcy dostać dodatkowy miesięczny płatny urlop a potem i tak bym się zwinął. Szybko się napaliłem na ten mój przebiegły plan, ale też szybko zostałem sprowadzony na ziemię. Usłyszałem, że na chwilę obecną nie mają mi niczego do zaoferowania, może w marcu, może w maju, ale to nic pewnego. No trudno…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz