Pewniacha

Śmiało mogę stwierdzić, że pracę którą włożyłem w szukanie nowego zajęcia zaczęła przynosić efekty. Rozpocząłem etap rozmów kwalifikacyjnych. Aplikując na niektóre stanowiska, wydawało mi się, że jestem absolutnym pewniakiem, młody, z międzynarodowym doświadczeniem, znający języki, w dodatku mobilny i bez garba rodziny – totally employable. Niespodziewanie nie dostawałem nawet zaproszenia na wstępne interview. Najgorzej, że człowiek zdążył się niepotrzebnie napalić a tu taki niefart, na szczęście z czasem pojawiło się kilka, całkiem interesujących ofert pracy m.in. z Kolonii i Lozanny.
Przy pierwszym kontakcie z niemieckim farmaceutykiem zaliczyłem lekką wpadkę, za to rozmowa telefoniczna była już profesjonalna i na tyle konkretna, że bardzo chciałem by zaprosili mnie do drugiego etapu. Tak też się stało, choć spotkanie w Leverkusen do tych najmilszych nie będę wspominał. Cztery godziny siedzenia bez możliwości zadawania pytań, plus brak kawy czy choćby szklanki wody wprowadził mnie w iście bojowy nastrój. Interview jest okazją dla pracodawcy do dowiedzenia się czegoś o potencjalnym nowym pracowniku, ale jednocześnie jest taką szansą dla kandydata poznania przyszłego stanowiska oraz specyfiki i kultury firmy. Niestety nie było mi to dane, kazali ciągle odpowiadać na różnej maści pytania, podawać przykłady – mówić musiałem wyłącznie ja. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy dyrektora, kiedy podsumowując spotkanie skomentowałem, że nie wiem czy tak naprawdę chcę tutaj pracować bo tak naprawdę niczego nie dowiedziałem się ani o przyszłym stanowisku ani czego tak naprawdę oczekują. Podobnie HR menadżer dostał za swoje, bo nie usłyszałem od niego niczego w zamian – może się mylę, ale zawsze wydawało mi się że interview jest tak dla państwa jak i dla kandydata…
Szczęśliwie prawie równolegle, pojawiła się oferta z Lozanny a niedługo potem z Bazylei i Vevey. Wysłany w biegu szybki mail i od razu telefon na drugi dzień – tak jak lubię. Taka wiadomość od razu dodała mi o skrzydeł, bo to przyjemne uczucie i bardzo budujące, gdy starają się o ciebie 4 olbrzymie koncerny a poza tym widmo konieczności wyjazdu ze Szwajcarii zeszło na dalszy plan i przestało być nieuchronną alternatywą. Nagle nastąpił wysyp ofert pracy i poczułem, że chyba nie jest ze mną tak najgorzej. Niepodziewanie Dyrektor Aspirin jakby się zreflektował i wysłał mi już zaproszenie na rozmowę z nim i HR i coś czuję że po nowym roku złoży mi ofertę. Póki co przygotowuję się do rozmów z branżą tytoniową, jeśli dobrze to wszystko rozegram będę miał jeszcze z czego wybierać…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Pewniacha

  1. ~Whyme pisze:

    Pharma to zawsze jakość. Wiem, coś o tym. 🙂 Dyr od Apsiukirina – hm, całkiem spoko firma, especially w globalnych strukturach.
    Tytoniowcy niezdrowy biznes – fujjjj…
    Co do kariery, być może jeden krok w tył, w przyszłości będzie oznaczać dwa lub trzy do przodu. Brak employer brandingu także może być bardzo znaczący przy wyborze kolejnego pracodawcy…
    Znienawidziłem zagraniczne wojaże, wyszedłem na tym lepiej niż w IT.
    Mam nadzieję, że nie mach focha… ?

  2. ~Sbr pisze:

    Jestem korporacyjna prostytutką, pójdę tam gdzie zaplacą mi więcej a mniej się narobię.
    Waham się przy Apsikurinie bo Herr Dr jest taki schludny i przystojny, ze az szkoda mi mu odmawiać.
    Jestem mocno nadszarpniety zębem czasu i nie myślę już o wielkiej karierze. Byleby ubwzpieczenie emerytalne mieli dobre w pakiecie bo na wczesną emeryturę planuję przenieść się domcieplych krajów.

    Cieszę się ze masz sie dobrze i jestes szczęśliwy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s