Wychodzę za mąż

Długo uważałem, że papierek do niczego nie jest nam potrzebny. Nic nie jest wstanie scementować związku między dwoma osobami, zatrzymać uczucia, przywiązania nie zmieni jakiś papier. Prawo także nie sprawi, że będziemy kochać się ani bardziej ani dłużej.
Jestem w szczęśliwym i stabilnym związku od 10 lat, mieszkam i pracuję w Szwajcarii, tutaj społeczeństwo akceptuje nieformalne związki bez większych problemów, więc nie wzbudzamy niezdrowych emocji. Z czasem jednak zaczęło okazywać się, że choć mieszkamy i żyjemy ze sobą od lat, to wciąż traktowani jesteśmy jako tzw. niezależne osoby fizyczne: osobno płacimy podatki, osobno ubezpieczenie, w kilku przypadkach okazało się nawet, że płacimy za niektóre rzeczy podwójnie albo że nie możemy skorzystać ze zniżek bo te zarezerwowane są dla par, nie możemy posiadać razem konta w banku, bo formalnie jesteśmy dla siebie obcy. Pamiętam jak koleżanka z pracy zapytała mnie kiedyś czy nie planowaliśmy z M. sformalizować naszego związku. Szczerze, nie myślałem wcześniej o tym, ale po tamtej rozmowie zacząłem o tym intensywniej myśleć. Odezwała się we mnie natura „sknery i liczydła” i kiedy policzyłem ile na tym obaj tracimy, pierwszy raz zapaliła mi się w głowie lampka, że może warto byłoby się nad tym poważniej zastanowić.
Ludzie kochają się, mieszkają ze sobą, dzielą ze sobą życie, inwestują razem w dom, mieszkania, samochód, psa, kota, lepsze życie i najpierw wydaje się że wszystko jest wspólne, ale potem wychodzi że jednak de facto nie, bo brak jest papierka. Z papierkiem jest łatwiej, taniej, bez tłumaczeń bez zbędnych stresów. W Szwajcarii papierek często czyni cuda i otwiera drzwi możliwości.

Poza tym – rozważałem –  kiedy człowiek osiąga coś w życiu, dorabia się tzw. majątku, chce wiedzieć, że ma wybór komu to wszystko potem zostawić. Do tego dochodzi odpowiedzialność za drugą osobę: gdyby mnie zabrakło to co zrobi M. ? Z czym zostanie? Moja rodzina pewnie dostanie wszystko a on, który ze mną na to wszystko pracował nie dostanie nic?
Na samym końcu pojawił się też problem z lekarzem, szpitalem i dostępem do informacji o zdrowiu pacjenta. Wtedy zrozumiałem, że nie dopuszczę do takiej sytuacji, nie chcę dodatkowego stresu i niepotrzebnych negatywnych emocji.
Decyzję podjęliśmy wspólnie, ktoś może powiedzieć, że była to czysta kalkulacja i pragmatyzm, ktoś inny że dojrzałość i odpowiedzialność za drugą osobę. Nieważne.

Urząd Stanu Cywilnego Zivilstandskreis w Bernie przedstawił nam listę dokumentów, które należało przedłożyć celem otrzymania zgody na zawarcie związku partnerskiego w Szwajcarii. By móc w ogóle zarejestrować związek cywilny, jeden z partnerów musiał tutaj mieszkać czyli posiadać pozwolenie na pobyt, do tego paszporty (mój polski, jego włoski), wypełnione i podpisane wnioseki, kopie pełnego aktu urodzenia oraz zaświadczenie o stanie cywilnym z kraju pochodzenia, przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego (szwajcarskiego nie polskiego) na jeden z obowiązujących w Szwajcarii języków.

Otrzymanie dokumentów z Włoch nie stanowiło żadnego problemu, wystarczył jeden telefon do konsulatu.
Z Polką stroną sprawa wyglądała inaczej. Po pierwsze USC podobno wydaje zaświadczenia o możliwości zawarcia związki małżeńskiego, w rubryce dla mężczyzny napisane jest z panią…. więc nie można otrzymać dokumentu, że pan taki i taki może zawrzeć związek małżeński z panem takim i takim.
Skontaktowałem się z polskim konsulatem w Szwajcarii i okazało się, że oni takie zaświadczenie mi wydadzą (o stanie cywilnym a nie o możliwości zawarcia związku małżeńskiego) ale liczyli sobie za to bardzo słono i mogło to trochę potrwać.

Akurat wybierałem się do Polski postanowiłem spróbować więc przez USC we Wrocławiu. Rok wcześniej mój kolega, Polak, potrzebował takiego zaświadczenia i na hasło związek partnerki pani najpierw odmówiła przyjęcia wniosku a potem (w związku że nalegał że wniosek mają obowiązek przyjąć) listownie otrzymał odpowiedź odmowną. Ryzykować nie było więc sensu.
Ku mojemu zaskoczeniu zaświadczenie mi wydali, ale chcieli wiedzieć w jakim celu. Pokoloryzowałem trochę, użyłem swojego uroku osobistego, powiedziałem że potrzebuje dla kilku celów: chcę zmienić obywatelstwo plus potrzebuje zaświadczenia dla banku, by wziąć kredyt za granicą i dostałem dokument od ręki.

Z kompletem dokumentów wróciliśmy do USC w Szwajcarii, niecały tydzień czekaliśmy na wydanie zgody i mogliśmy już ustalać termin uroczystości oraz jej formę, do wyboru: zwykła przysięga czy większa bardziej wyrafinowana uroczystość z wymianą obrączek, harfistkami, występem Lizy Minnelli, płatkami róż, bukietami kwiatów, koszami z których z jednego wylatywałoby np. stado białych gołębi a z drugiego tysiące egzotycznych motyli.
Pamiętam, że sposób zadawania wszystkich pytań przez urzędnika był oschły i mechaniczny, entuzjazmu próżno było szukać a najbardziej zapamiętałem kiedy na koniec beznamiętnie zapytała o formę płatności: gotówka czy plastik?… – bardzo romantyczne.

Po otrzymaniu zgody właściwego dla miejsca zameldowania USC mogliśmy wybrać też Urząd, w którym chcieliśmy żeby odbyła się ceremonia. Wybraliśmy Lugano, bo to włoska cześć Szwajcarii, obaj w tym język mówimy (jeżeli chcielibyśmy pobrać się w kantonie niemieckojęzycznym a jedno z nas nie mówiłoby w tym języku, musielibyśmy wynająć tłumacza). Obaj byliśmy zgodni, że ceremonia po szwajcarsko-niemiecku albo niemiecku nie wchodzi w grę, bo to mało ładne języki, poza tym nasi goście mówili w innych językach (włoski, angielski, polski, francuski) więc musieliśmy zastanowić się nad całą logistyką. Ticino w Szwajcarii jest bardzo malownicze, zwykle słoneczne i leży blisko Włoch. Ceremonia odbędzie się w Pałacu Ślubów w Lugano, a wesele w restauracji w Como.

***
Pisane po czasie…
Formalnie niczego nie musiałem zgłaszać do Urzędu w Polsce. Takie związki nie są u nas uznawane (czytałem nawet o tzw. czarnej liście).
Jest na pewno jedna dobra strona takiej sytuacji. Mając polskie obywatelstwo, będąc w związku z partnerskim w Szwajcarii mogę np. przepisać majątek na partnera, podjąć pracę w Polsce i nie mam obowiązku zgłaszania niczego polskiemu fiskusowi bo wg litery prawa mój mąż/partner mieszkający zagranicą jest dla nich osobą obcą, więc de facto nie ukrywam majątku za granicą. A za 2-3 lata mogę starać się o włoskie obywatelstwo tyle tylko żartujemy czy my ze sobą wytrzymamy w ogóle tyle czasu?

We Włoszech, gdzie od niedawna takie związki są uznawane, wcale nie obyło się bez komplikacji. Ostatnio mój partner próbując odnowić swój włoski dowód osobisty usłyszał, że owszem związki są akceptowane, ale we wniosku wydaniu nowego dowodu w rubryce stan cywilny, nie ma rubryki partner/ partnerka tylko kawaler, żonaty, wdowiec albo rozwiedziony i dowodu nie dostał. Musiał czekać aż konsulat skontaktuje się z urzędem w jego prowincji, potwierdzi zmianę stanu cywilnego i dopiero po ponad 2 miesiącach dostał nowy dowód.

Za to karty do głosowania dostaje na podwójne nazwisko: swoje i moje i biedak ostatnio uczył się jak się to moje okropnie skomplikowane nazwisko literuje.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii emigracja i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s