Ten kraj nigdy nie był na liście miejsc które chciałbym odwiedzić. Może kiedyś przez chwilę kiedy przez Azję przytaczał się boom gospodarczy, przyszło mi przez myśl żeby kiedyś móc odwiedzić Seul, ale to była raczej krótka fascynacja. Pamiętam też opinie znajomych pracujących w LG, narzekających na bardzo trudne warunki pracy i różnice kulturowe. Kiedy potem odwiedziłem Hongkong, Singapur, Chiny Indochiny i Japonię to Korea przestała zupełnie być dla mnie atrakcyjna, zupełnie jakby się odczarowała w moich oczach i nie bardzo potrafiłem sobie wyobrazić co mogłoby mnie tam zainteresować. Nawet GH kiedy poruszałem z nią ten temat nigdy nie wyrażała się o tym kraju inaczej, niż jako o dobrym miejscu na tanie zakupy.
W związku z tym, że odwiedziłem już prawie wszystkie kraje Azji Południowej i Wschodniej przyszedł czas żeby wreszcie tam polecić.
Akurat dobrze się złożyło, bo LOT miał promocję. Przy okazji miałem okazję po raz pierwszy polecieć polskim przewoźnikiem na dalekiej trasie i wcale się nie rozczarowałem. Może faktycznie wystrój klasy biznes kojarzy się ze sklepami IKEI, a wybór programów i filmów z pokładowego systemu rozrywkowego nie rzucał na kolana, ale cena za całkowicie rozkładany fotel była wprost bezkonkurencyjna. Poza tym samolot wyleciał o czasie, jedzenie było przepyszne, obsługa bardzo miła, więc pozostało mi się tylko cieszyć.
Znalazłem nam lokalne biuro podróży, które zabrało nas w pare fajnych miejsc w Seulu. Dodatkowo pojechaliśmy na Nami Island a wizyta tam była prawdziwą wisienką na torcie tej wycieczki. Tak malowniczego miejsca zobaczyć się nie spodziewałem.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże i oznaczony tagami
Korea,
podróże. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.