Weekendowe Costa del Sol 3

Kocham to miejsce! Po co mam latać na Karaiby czy inne Mauritiusy albo tłuc się z przesiadkami do Brindisi w poszukiwaniu plaży jak do Malagi samoloty ze Szwajcarii latają bezpośrednio 4 razy dziennie, a ceny biletów i hoteli w sezonie są śmiesznie niskie? Malta, którą bardzo lubię zniechęca mnie brakiem piaszczystych plaż, Barcelona i Nicea odstraszają drożyzną a Costa del Sol wydaję się posiadać wszystko czego mi trzeba na krótkie, weekendowe wyprawy w poszukiwaniu plaży i słońca. Razem z M. zacieramy już ręce kiedy znowu tutaj przylecimy albo nawet ja sam.

Z okazji moich urodzin zaprosiłem M. na kolację, w tym roku wybrałem Sollo 20 km od Torremolinos. W samym Torremolinos nie uraczysz niczego co nie podawane byłoby z frytkami, ryżem albo pastą dlatego musiałem się trochę nagimnastykować by znaleźć w okolicy coś bardziej wykwintnego. Same nazwy dan onieśmielały: zielone skorupki z jesiotra, kawior, macaroni z pastą z pstrąga i pralinkami z orzeszków ziemnych, sos Huancaina, pstrąg marynowany, kulki krabowe z tamaryndowym beszamelem, węgorz z sosem Kabayaki, chorizo z grillowanym jesiotrem po prostu niebo w gębie.

Leżenie plackiem na leżaku pod parasolem, z ciekawą książką w ręku, w oddali szum morza a pod stopami gorący piasek, na wyciągnięcie ręki zimne piwo albo koktajl z parasolką. Wygrzałem swoje stare kości bo strasznie mi tego brakowało.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s