Kocham to miejsce! Po co mam latać na Karaiby czy inne Mauritiusy albo tłuc się z przesiadkami do Brindisi w poszukiwaniu plaży jak do Malagi samoloty ze Szwajcarii latają bezpośrednio 4 razy dziennie, a ceny biletów i hoteli w sezonie są śmiesznie niskie? Malta, którą bardzo lubię zniechęca mnie brakiem piaszczystych plaż, Barcelona i Nicea odstraszają drożyzną a Costa del Sol wydaję się posiadać wszystko czego mi trzeba na krótkie, weekendowe wyprawy w poszukiwaniu plaży i słońca. Razem z M. zacieramy już ręce kiedy znowu tutaj przylecimy albo nawet ja sam.
Z okazji moich urodzin zaprosiłem M. na kolację, w tym roku wybrałem Sollo 20 km od Torremolinos. W samym Torremolinos nie uraczysz niczego co nie podawane byłoby z frytkami, ryżem albo pastą dlatego musiałem się trochę nagimnastykować by znaleźć w okolicy coś bardziej wykwintnego. Same nazwy dan onieśmielały: zielone skorupki z jesiotra, kawior, macaroni z pastą z pstrąga i pralinkami z orzeszków ziemnych, sos Huancaina, pstrąg marynowany, kulki krabowe z tamaryndowym beszamelem, węgorz z sosem Kabayaki, chorizo z grillowanym jesiotrem po prostu niebo w gębie.
Leżenie plackiem na leżaku pod parasolem, z ciekawą książką w ręku, w oddali szum morza a pod stopami gorący piasek, na wyciągnięcie ręki zimne piwo albo koktajl z parasolką. Wygrzałem swoje stare kości bo strasznie mi tego brakowało.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże i oznaczony tagami
Hiszpania,
podróże. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.