Uciekam z Sopotu

Zaczyna mnie to lekko wkurzać. Ktoś patrząc na mnie z boku pomyślałby że grymaszę, czepiam się albo strzelam fochy, ale ostatnio nie mam szczęścia do rozmów kwalifikacyjnych. Umówione spotkania w ostatniej chwili są odwoływane, w biurze nikt na mnie nie czeka, oczekiwania wobec doświadczenia kandydata okazują się skrajnie inne niż te w opisie stanowiska, HR odstawiają szopki, że nóż się człowiekowi sam otwiera w kieszeni. We wtorek było kolejne z serii kiepskich, na podstawie trwającego 5 minut zadania polegającego na napisaniu maila wyszło mi, że nie mówię po angielsku. Ręce człowiekowi odpadają jak słyszy o sobie takie bzdury.

Nie mialem ochoty zostawać tam ani sekundy dłużej, dlatego jeszcze tego samego dnia poleciałem z Gdańska do Warszawy. Dawno nie widziałem chłopaków z Radissona więc akurat dobrze się złożyło, bo miałem nieodpartą chęć zbombienia się tego wieczoru. Nie myślałem jak bardzo będzie mi brakowało tych odwiedzin w stolicy i wszyskich zaprzyjaźnionych barów, restauracji czy hoteli. Przez niemal dekadę trochę się tego wszystkiego nazbierało. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy prowadziłem prawie niezmieniony styl życia, całkiem swobodnie spełniałem wszelkie wyjazdowe, kulinarne i zakupowe zachcianki, ale to już naprawdę ostatnie podboje lekkoducha i birbanta.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz