Zaczyna mnie to lekko wkurzać. Ktoś patrząc na mnie z boku pomyślałby że grymaszę, czepiam się albo strzelam fochy, ale ostatnio nie mam szczęścia do rozmów kwalifikacyjnych. Umówione spotkania w ostatniej chwili są odwoływane, w biurze nikt na mnie nie czeka, oczekiwania wobec doświadczenia kandydata okazują się skrajnie inne niż te w opisie stanowiska, HR odstawiają szopki, że nóż się człowiekowi sam otwiera w kieszeni. We wtorek było kolejne z serii kiepskich, na podstawie trwającego 5 minut zadania polegającego na napisaniu maila wyszło mi, że nie mówię po angielsku. Ręce człowiekowi odpadają jak słyszy o sobie takie bzdury.
Nie mialem ochoty zostawać tam ani sekundy dłużej, dlatego jeszcze tego samego dnia poleciałem z Gdańska do Warszawy. Dawno nie widziałem chłopaków z Radissona więc akurat dobrze się złożyło, bo miałem nieodpartą chęć zbombienia się tego wieczoru. Nie myślałem jak bardzo będzie mi brakowało tych odwiedzin w stolicy i wszyskich zaprzyjaźnionych barów, restauracji czy hoteli. Przez niemal dekadę trochę się tego wszystkiego nazbierało. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy prowadziłem prawie niezmieniony styl życia, całkiem swobodnie spełniałem wszelkie wyjazdowe, kulinarne i zakupowe zachcianki, ale to już naprawdę ostatnie podboje lekkoducha i birbanta.
