Frustracja

Zrypany i jakby wypluty przyjechałem do mieszkania a i tak nie czułem się senny, zrobiłem sobie jeszcze drinka a potem drugiego, mocniejszego nim położyłem się łóżka. Rano pojechałem do biura i praktycznie cały dzień spędziłem na instalowaniu na nowo komputera. To już trzeci raz w ciągu miesiąca, kiedy musiałem robić to od poczatku i zaczyna działać mi to na nerwy. Chciałbym napisać, że na bakier byłem tego dnia z pracą, ale przecież i tak niczego specjalnego nie robię, więc po prostu zacisnąłem zęby, siedziałem i czekałem aż minie mi dzień.

Na 40. urodziny M. obiecał mi nowy rower, ale w związku z jego lekkim podejściem do pieniędzy zapowiada się, że mógłbym doczekać się prezentu na świetego Dygdy. Dlatego sprezentowałem go sobie sam. Pewnej soboty dnia po prostu wstałem rano, pojechałem do sklepu, wybrałem taki, który podobał mi się najbardziej i od razu praktycznie mogłem cieszyć się z jego użytkowania. Wrocław tak bardzo się zmienił, powstało tyle ścieżek rowerowych, wszędzie praktycznie można dostać się rowerem a najważniejsze nareszcie zacząłem się ruszać a nie tylko praca, dom, drink i filmy na iPadzie.

Nie lubię mieć długów ani zaciągać zobowiązań, dlatego jeszcze w poniedziałek przed wylotem zrobiłem przelew do Urzędu Skarbowego żeby pozbyć się problemu. Nic nie powiedziałem o tym M. Napisałem tylko na fakturze zapłacone i odłożyłem faktury na dawne miejsce. M. obiecał mi, że pójdzie do naszego doradcy podatkowego i spróbuje dowiedzieć się skąd wzięła się tak duża rozbieżność w jego rozliczeniach za poprzednie lata. Zajęło mu to równy tydzień, a o tym że zobowiązanie już dawno jest uregulowane hrabia zorientował się dopiero w dniu kiedy szedł na spotkanie do doradcy. Zupełnie nie pojmuję jak udaje mu się spokojnie spać kiedy nad głową wisi mu niczym miecz Damoklesa rachunek na dwukrotność jego miesięcznej pensji, podczas gdy on nawet nie ma takich oszczędności. Ktoś stojący z boku mógłby mi powiedzieć, że mogłem nie pomóc, nie płacić, mogłem zostawić sprawę tak jak jest i czekać aż samo się rozwiąże i naprawdę myślałam o tym długo, spędzało mi to sen z powiek. Tylko, że za dobrze znam M. w ten sposób nic bym nie wskórał a w konsekwencji zwiększyłby się nam tylko dług a do tego doszłyby karne odsetki. Zgadzam się, że takie rzeczy się zdarzają i nie wszystko da się przewidzieć, ale jego podejście zupełnie mnie rozwala. Na dodatek na koniec usłyszałem kiedy pojedziemy na wakacje zaplanowane we wrześniu i czy nadal będę partycypował w kosztach wynajmu mieszkania w Bernie i wtedy miałem ochotę wykrzyczeć mu, że chyba oszalał bo skąd niby mam na to wszystko brać pieniądze. Wszystko mi się wali, misternie ułożony plan runął jak domek z kart.
Nie cierpię jego rodziny, która ciągle tylko woła o kasę i jego naiwności.
Nie wiem kiedy znowu pojadę do Szwajcarii, pewnie nie prędko bo nie mam nawet za co zapłacić za bilet na samolot.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz