Berno – dzień 2 i 3

Ze zdziwieniem zauważyłem, że nie ma znaczenia czy aktualnie mieszkam w Bernie czy Wrocławiu, kiedy spotykam się z K. odnoszę wrażenie jakbyśmy widzieli się raptem wczoraj.

Przyjemnie było znów spać we własnym łóżku a rano dostać do łóżka filiżankę kawy. Pomimo paru zmian tak naprawdę niewiele zdążyło się tutaj zmienić. M. poupychał w dziwnych miejscach kilka moich rzeczy, niektóre powyrzucał albo zgubił, ale kto by się czymś takim w ogóle przejmował. Po typowym śniadaniu w postaci jogurtu z owocami zrobiłem sobie gorącej kawy i zasiadłem do stosu papierów i formularzy do wypełnienia.
Przed południem pojechaliśmy do Lucerny. Ze wszystkich miast to moje ulubione, dlatego postanowiłem skorzystać z okazji pobytu w Szwajcarii . Było bardzo ciepło, wręcz upalnie, w słońcu czuć było nieznośny żar, który mocno piekł skórę..
Siedzieliśmy na tarasie hotelu Balance leniwie połykając kawałki pizzy, pijąc piwo, beztrosko patrząc na rzekę i przelewające się masy turystów, których nigdy tutaj nie brakowało.
W nocy dał o sobie znać bolący ząb i prawie już biłem się z myślami ile będzie kosztowała mnie tutaj wizyta u dentysty i czy moje ubezpieczenie pokryje ją choć w ułamku. Na szczęście samo minęło, ale na wszelki wypadek upewniłem się, że mam pod ręką coś przeciwbólowego.

Plan był taki, że miałem zostać tutaj do wtorku i pracować z domu z Berna, niestety w niedzielę okazało się że nie działa mi komputer, nie mogłem połączyć się VPNem z żadną ze stron ani ściągnąć maili. Próbowałem jeszcze w poniedziałek ale bez skutku. O 14 miałem umówione spotkanie w banku, po którym zdecydowałem się zmienić bilet i wrócić wcześniej do Polski. Na jeden dzień mogłem zniknąć z biura, ale po dwóch ktoś nabrałaby pewnie podejrzeń zwłaszcza, że we wtorek miałem coś prezentować.
M. nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, liczył że spędzimy te kilka dni razem, ale z drugiej strony rozumiał że to siła wyższa. Następnym razem obiecałem mu przylecieć tutaj od piątku do poniedziałku aby jak najmniej przejmować się pracą.

Lot odwołał mi samolot, przerzucili mnie na Lufthansę a potem jeszcze mieliśmy opóźniony lot do Monachium, w którym samolot do Wrocławia też nie wyleciał o czasie. W domu byłem po 1 w nocy zmęczony i rozwalony całą tą sytuacją.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże, Szwajcaria i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz