Fajnie jest pracować we Wrocławiu, kiedy w perspektywie ma się comiesięczną wizytę w Szwajcarii. Po mimo, że taki wyjazd w ogóle się nie kalkuluje i lepiej byłoby raz w miesiącu latać coraz to w nowe miejsca i tak nie żałuje. Po prostu miła odskocznia od polskiej bylejakości małostkowości i bałaganu.
M. przywitał mnie świeżym ostrygami, które zamówił specjalnie na mój przyjazd. Wieczorem spotkałem się w K. na kolacji w Rialto. Miałem wrażenie jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżał a my dwoje jak zwykle spotykamy się w tym samym miejscu co zawsze jakbyśmy widzieli się wczoraj.
Wieczorem M. dobił mnie informacją, że mamy zaległe podatki do zapłacenia za lata 2015 – 2016. Wystarczyłoby na nowy samochód albo na wakacje na Hawajach, a tak spłacam nie swoje długi. M. wzruszył jedynie ramionami, bo nie zdziwiło go, że z roku na rok płacił śmiesznie niskie podatki, beztrosko pożyczał pieniądze swojemu bratu, żył ponad stan a kolejna pożyczka z banku albo ode mnie to dla niego najłatwiejsze rozwiązanie i sprawa jest załatwiona. Zmęczyła mnie ta jego beztroska i zupełna nonszalancja w podejściu do pieniędzy.
Chce stąd uciec, od niego, od problemów, od nas.
