Boracay

Pierwszego wieczoru po pojechaliśmy do centrum zobaczyć jak prezentuje się centrum Boracay nocą. Pierwsze wrażenie było takie, że zobaczyłem korki, syf, kiłę i mogiłę, straszną tandetę i komercje, jak na jakimś odpuście, poza tym dzikie tłumy, rozwrzeszczane dzieciaki, pijana młodzież, aż zacząłem żałować że przyjdzie spędzić nam tutaj aż cały tydzień. Przechadzaliśmy się wśród tych wszystkich straganów, co krok nagabywani przez ulicznych sprzedawców i próbowaliśmy znaleźć miejsce które oferowałoby coś innego niż pizze, rozmemłane owoce morza i panierowane mięso, niestety takich miejsc było tutaj jak na lekarstwo.

Hotel, który nam znalazłem okazał się za to przepięknym resortem, też pełnym bachorków i ciamciających głośno Chińczyków ale pokój, taras, widok na morze i przepiękne położenie obiektu rekompensowały wszystko. Śniadania serwowano w formie wystawnego bufetu, na bogato i praktycznie codziennie wytyczaliśmy się stamtąd obiecując sobie że od jutra dieta.

Piasek na plaży bielusieńkie, wejście do morza gładkie i piaszczysta, wszędzie czysto, ładnie, schludnie jak w katalogu biura podróży. Ochrona naszego obiektu dbała by plażowi naciągacze nie nękali nas zakupami okularów, kapeluszy czy możliwością uprawiania sportów wodnych, obsługa baru nieustannie serwowała kolorowe drinki z palemką, piwo, wodę, przekąski że łatwo było poczuć się jak w raju.

Z czasem odkrywaliśmy, że do centrum Boracay możemy spokojnie dotrzeć pieszo wzdłuż plaży zamiast zdawać się na hotelowy shuttle który kursował tylko co godzinę. Codziennie pokonywaliśmy tę trasę parokrotnie, najpierw spacerując po plaży w ciągu dnia, potem podziwiając zachody słońca a wieczorem na kolacje i spowrotem.

Z czasem udało się nam odkryć miejsca bardziej pasujące do atmosfery romantycznej kolacji…

 

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Boracay

  1. Ultra pisze:

    Syf, kiła… znaczy co drażniło?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s