Boracay – dzień za dniem

Każdy dzień wygląda tutaj podobnie, upadamy się słodkim nieróbstwem wlewając w siebie litry piwa i wklepując w ciało nie mniejszą ilość kremu do opalania. Zwiedzać tu nie ma co, prócz uprawiania sportów wodnych skazani jesteśmy na czytanie książek, surfowanie po internecie i ładne eksponowanie się na przyhotelowym basenie.

M. spalił się już na mahoń i powoli zaczyna schodzić mu skóra, ja jakoś się trzymam, ale jak w poniedziałek pojawię się w nowej pracy na pewno moja opalenizna nie pozostanie niezauważona.

Pobudka o 7.45, poranna kawa na tarasie, śniadanie, basen albo plaża, jeden i drugi spacer wzdłuż morza, wieczorem kolacja i znowu spacer. Na dłuższą metę mogłoby się to człowiekowi znudzić, ale zachody słońca na Boracay są jedyne i wyjątkowe, nigdy czegoś takiego nie widziałem, może za wyjątkiem Hawajów. Spektakularne show zaczyna się po 18, niebo przybiera wszystkie odcienie czerwieni i żółci i trwa aż słońce całkowicie nie zniknie za horyzontem. Potem bardzo szybko robi się ciemno ale temperatura powietrza pozostaje wciąż wysoka.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz