…takie były moje obserwacje po rozmowie z dyrektorką oraz innymi współpracownikami po tym jak zacząłem bardziej drążyć temat. 4 tygodnie temu obiecywano mi złote góry i zapewniano mnie, że z czasem wszystko się ułoży a ja wrócę na normalny tryb pracy. Po 6 tygodniach zostałem się jednak pozostawiony sam sobie z listą obowiązków własnych oraz kilkunastu zadań odziedziczonych po A. i krótkim komentarzem: rób to. Na dodatek odkryłem że przede mną było tutaj dwóch śmiałków którzy też próbowali a po kilku miesiącach się ich pozbyto. Szwajcarski dyrektor zostawił mnie sam sobie a kontaktuje się tylko wtedy kiedy zleca mi kolejne bojowe ad hocowe zadania. Na sam widok migającej od niego wiadomości na skype robi mi się niedobrze.
Ten spóźnienie na samolot tydzień temu to był znak, żebym nie pakował się w to bankowe bagno, bo nic dobrego z niego dla mnie nie wyjdzie.
Widząc co się tutaj kroi jeszcze tego samego dnia rozliczyłem swoją delegację i pozabierałem z biura swoje rzeczy. Mam czyste konto, powysyłałem parę maili, dookoła wszyscy wiedzą gdzie zostawiłem dokumentacje z wyjazdu, nie planuje już tutaj wrócić. Nie wiem jeszcze dokładnie jak to zrobię, ale noszę się z planem ulotnienia się z tej firmy jak najszybciej. Kolejne spotkania tylko utwierdziły mnie, że świat steerable treasury, AuM, NNA, direct expenses i direct revenues to jednak jakaś masakra i nie chce spędzić życia w roli, która jest męczarnią. Zupełnie nie rozumiem jakim kluczem kierowano się zatrudniając mnie na to stanowisko w CS i pewnie nigdy się już tego nie dowiem.
