Berno – 4425 dni potem

Weekend w domu, w Szwajcarii. Jakbym miał się nad tym dobrze zastanowić i policzyć, to Berno nie jest moim drugim domem, tylko pierwszym. Spędziłem tam 12 lat życia, dużo dużo więcej niż w jakimkolwiek swoim mieszkaniu w Polsce – za wyjątkiem może domu rodzinnego… Dlatego śmiało mogę stwierdzić, że choć już tam nie mieszkam to jest to mój dom. Dużo się przemieszczam, nauczyłem się nie przywiązywać zbytnio do miejsc, bo sentymenty i wspomnienia choć piękne, utrudniają z czasem trzeźwe patrzenie na życie, ocenę sytuacji i podejmowanie decyzji. Poza tym najważniejsze, w Bernie wciąż mieszka i pracuje M., nasze mieszkanie wypełnione jest obrazami z przeszłości, wspólnych podróży, przygód, pamiątkami przywiezionymi z najdalszych zakątków świata. Ile razy znajduję jeszcze na ubraniach sierść Zero i przypominam sobie jak mnie ten sierściuch wkurzał, jak miauczał, skrobał w drzwi, a potem jak powoli umierał, to myślę właśnie o tamtym domu, o żadnym innym.

M. zawsze dbał o nasz dom: czyścił, mył, szorował, pielęgnował, ścierał, układał, przestawiał, dekorował, perfumował żeby było ładnie, czysto, pachnąco i elegancko. Odkąd mnie nie ma, wolne miejsca w łazience, na parapecie, na półkach zajęły kwiaty ale w takiej ilości, że gdy w piątek wszedłem do domu najpierw napatoczyłem się na kwietnik w przedpokoju, potem o mało nie zrzuciłem kwiatka znad zlewu. Pachnących małych mydełek głównie ukradzionych z dziesiątek hoteli, dumnie eksponowanych nad muszlą klozetową nie udało mi się już uratować. Ceramiczna misa choć ładna, za to mało stabilna, niechcący runęła z całą zawartością wprost do klopa. Gdyby M. to zobaczył pękłaby mu żyłka, potem urwałby mi jaja, więc żeby uratować swoje rodzinne klejnoty, nie popaść w niełaskę, a jemu oszczędzić smutku, powyciągałem je wszystkie, wysuszyłem i z powrotem ułożyłem na swoim miejscu. Rąk na pewno już nigdy nimi nie umyję, ale M trzyma je głównie jako dekorację więc epidemia nam nie grozi. Opowiem mu o tym incydencie później, jak już zauważy, że leżą ułożone inaczej i zacznie się śledztwo…

M. to nie perfekcyjna pani domu, to mały faszysta, jeśli chodzi o czystość i porządek to blisko mu do obozowego kapo. To jego zamiłowanie do porządku najlepiej widać w kuchni, w szufladach, w szafkach ze skarpetami ułożonymi kolorystycznie, bielizną ułożoną niemal od linijki i koszulami wyprasowanymi i w równych odstępach rozwieszonymi w szafie. Normalnie fiksat i psychol.

Wczoraj w nocy, kiedy wróciłem do Wrocławia byłem poirytowany, że nie mogę niczego znaleźć, że rzeczy i ubrania pałętają się po całym mieszkaniu, że kupki z ręcznikami ciągle spadają mi na głowę gdy otwieram szafę i że tracę mnóstwo czasu wiecznie czegoś szukając. Dziś po powrocie z pracy wywaliłem wszystko na środek pokoju, zacząłem porządkować i mechanicznie układać wszystko tak jak należy. Efekt mnie przeraził – M. stworzył potwora.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Szwajcaria i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 Responses to Berno – 4425 dni potem

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Jesteś niesamowity 🙂

    Mój kolega ma też takiego partnera. Wszystko wszędzie jest idealne. Nawet jedzenie dla pieska w pojemniczkach w lodówce. Opisane oczywiście, by kolega nie zapomniał podczas jego nieobecności o karmieniu pupila.

    Ja, po wyrzuceniu zawartości z szafy i włożeniu wszystkiego na nowo, nie miałabym siły popełnić wpisu. Niestety jestem zmuszona robić porządki w szafach moich synów, ale potem trzeba mnie reanimować.

  2. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Czyli masz siłę w dłoniach!

  3. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Gdybym nie miała ochoty przeczytać wpisu raz jeszcze, ominęłaby mnie cała galeria zdjęć!
    Szuflada na sztućce opracowana perfekcyjnie!
    Ośmiornica wygląda apetycznie, ale chyba poprzestałabym na pomidorkach 🙂
    Kwiatków rzeczywiście ma dużo, ale czyżby nie było instrukcji dotyczącej pielęgnacji??

  4. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Kwiaty wymagają wiedzy, ponieważ niektóre wymagają rzadszego, inne częstszego podlewania, a trzeba wiedzieć, że większość ginie od zalania, czyli nadmiernego podlewania.
    Perfekcyjne mieszkanie i dbałość o szczegóły to wynik troski o ład i estetykę. Przy okazji wszystko można znaleźć nawet po ciemku. Taki sprzątający to skarb, który wymaga chuchania, aby nie przestał dbania o porządek.
    Serdeczności zasyłam

  5. Mam znajomego, który w mieszkaniu ma tylko takie rośliny, którym nie szkodzi jak je nikt nie podlewa przez miesiąc czy dwa. Nazywa to „dobór naturalny”. W praktyce są to kaktusy.

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      mam takie same podejscie, w moim mieszkaniu zielone bujna kwiatki wytrzymalyby gora tydzien, potem zaminilby sie w suche badyle. A z kaktusami nie ma zadnego problemu:)

Dodaj komentarz