I am getting ga-ga…

…bo od 4 tygodni pracuje głównie z domu. Na początku szczerze podobało mi się, że nie muszę zrywać się wcześnie z łóżka i biec do biura. Możliwość pracy zdalnej, szlafrokowe cały dzień, cisza, jednostajność, spokój, brak pośpiechu, jedzenie na dowóz – wydawało mi się, że taki stan mógłby trwać wiecznie.
Po dwóch tygodniach zacząłem jednak osiągać lekki stan niedorozwoju umysłowego, bo środa nie różniła się niczym od soboty, zbyt dużo czasu spędzałem przed telewizorem albo grając na konsoli, z nosem w lodówce i butelką wina w ręku, a przeglądając się w lustrze przestałem widzieć ósmy cud świata a coraz bardziej dostrzegałem niedogolonego faceta z własną półką w sklepie spożywczym, który za kilka tygodni będzie miał co opowiadać swojemu terapeucie.
Narzuciłem sobie rytm dnia, 5-godzinny czas pracy, czas na spacer i zrobienie 10 tysięcy kroków, ćwiczenia co drugi dzień, zapisałem się na kurs szybkiego pisania na klawiaturze, pół godzinny dziennie na czytanie książki i spędzam max. dwie godziny przed telewizorem lub ipadem, kilka razy dziennie rozmawiam z M., z przyjaciółmi regularnie organizujemy video śniadania na skypaju. Zorganizowałem sobie namiastkę normalności i rygoru, od tak dla własnego lepszego samopoczucia, choć wciąż gadam do storczyków i przesadzam kwiatki na balkonie…

Kilka tygodni temu odpowiedziałem na ofertę pracy w Krakowie, w ciągu niecałego miesiąca przeszedłem przez sito rekrutacji a gdy oferta pracy wylądowała przede mną na stole zacząłem się zastanawiać czy to aby najlepszy czas na zmianę pracy i przeprowadzkę. Z jednej strony kusiła firma, pieniądze i perspektywa nowych wyzwań, z drugiej zaczęła się szopka z pandemią, znajomi lądowali na przymusowych urlopach, postojowym albo wręcz z dnia na dzień tracili prace. Niezdecydowanie rozwiązał przyszły pracodawca zbyt mocno naciskając na podjęcie decyzji tu, teraz i zaraz oraz rozmowa i ocena roczna z szefem. Do rozmowy z szefem przygotowałem się w myślach, gotowy odeprzeć jego argumenty, chowając w ukryciu mocnego asa. Zamiast tzw. pełnej wkurwy spłynął na mnie deszcz adoracji, komplementów i korpo zachwytów, dowiedziałem się, że mówią o mnie wszyscy i wszędzie: jelenie, sarny, łosie, dziki, borsuki, kuny, jenoty, wilki i rysie, z ptaków: kuropatwy, bażanty, dzikie kaczki, gęsi, łyski, bekasy i cietrzewie, a na koniec dostałem w twarz premią oraz dwucyfrową podwyżką. I choć drażni mnie kolesiostwo, brak decyzyjności oraz niskie standardy to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestałem rozmyślać się czy gdzieś indziej byłoby mi lepiej i po raz kolejny okazałem się podręcznikową sprzedajną korporacyjną dziwką.

Nie mam złudzeń co do swojej pracy i towarzystwa przyjaciół płaskiej Ziemi, ale chyba zdołam się jeszcze trochę powstrzymać przed zbyt pochopnymi wyborami.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „I am getting ga-ga…

  1. No jak jenoty, to znaczy, że coś w tym jest. I zazdro kwiatków na balkonie. Od (chyba) półtorej roku zbieram się, by cokolwiek żywego u mnie zamieszkało. Na zwierzynę nie ma co liczyć, ale taka gerbera to już by było coś.
    A Kraków jest według mnie (!) be. Nie lubię Krakowa.

  2. nicepeter91 pisze:

    Gratulacje. Korona czasy są dziwne. Ja dzięki nim doszedłem do wniosku że dobrze że robię to co robię bo robię to nadal mimo wszeobecnych zamknięć robię to co robię. Oby tylko zasiedzenie mi nie naszło na mózg bo to będzie katastrofa. Wesołych świąt

  3. trollatrolla pisze:

    no, czas nie jest najlepszy na zmianę pracy. Za chwilę większość firm będzie walczyła o przeżycie, więc im kto krócej pracuje tym bardziej może się czuć niepewnie. Odczekaj.
    Zorganizowanie podziwiam.
    Mnie się pandemia rzuciła na główkę i miałam dwa -trzy tygodnie niemocy. Teraz już nie ma czasu na duchowe fiu-bździu bo jestem w czarnej dupie z robotą :/ więc nie ma zmiłuj.

    • saberblog pisze:

      Myślę, że jak sie teraz zepniesz to uda ci sie dokończyć co miałaś do zrobienia.
      Ktos musi praco, by drugi mógł odpoczywać wiec teraz ty pracujesz a ja uskuteczniam fiu bździu😂

  4. Ultra pisze:

    Bez pracy nie ma tych kołaczy, ta zdalna jest w dodatku fajna. I niechby tak została z oddali, bo siedzenie po osiem godzin nie jest fascynujące, skoro patrzysz około dwóch godzin na ścianę. Przeprowadzka po większą flotę ok, a Kraków jest interesującym miastem.
    Serdeczności

    • saberblog pisze:

      ciesze się ze pracuje i doceniam ze jestem tu i teraz nie muszę martwic się jak przeżyję do pierwszego. Dom zamieniło się w biuro, komputera praktycznie nie wyłączam tylko wyjść na przerwę brakuje i pogadanek przy ekspresie do kawy

  5. mdobrogov pisze:

    ja co dzień muszę zrobić 10 000 kroków, Tak mam wbite do łba i nie ma zmiłuj. A dyscyplina musi być. Nauczyłem się tego na … bezrobociu

  6. mdobrogov pisze:

    Koszmar

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s