Mam coś z prześladowcy, weterana poszukiwacza, zdobywcy i awanturnika.
Uderzam znienacka a moje ofiary osaczam tak że nie wiedzą kto i czego od nich chce. Czuję dziwne napięcie, które nie pozwala myśleć mi racjonalnie, zaczynam nękać swoje ofiary głuchymi telefonami, smsami, mailami, krążę niby to przypadkiem pod ich domem i sam nie wiem czemu.
Cierpię na urojenia erotycznych relacji, które się skończyły, po każdej fascynacji fizycznością popadam w paranoję i obsesje, która z czasem mija, ale jest to proces długi i bolesny. Postępuje metodycznie i bezlitośnie.
Nie lubię być odrzucany, nie potrafię przejść z tym do porządku dziennego, nie potrafię tego zaakceptować. Za wszelką cenę próbuję zwrócić na siebie uwagę.
Nie zdarza mi się to każdym, ale w ciągu ostatnich trzech miesięcy niezdrowej fascynacji zdarzyło mi się ulec dwukrotnie.
Nie jestem z siebie dumny, ale ten wewnętrzny ból, jakby ktoś wyrwał mi cząstkę mnie samego, jest nie do zniesienia i nie potrafię skutecznie sobie z tym poradzić.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.