…choć podróż tym razem była trochę inna niż zwykle. Przy wejściu na lotnisko kontrola sanitarna, zmierzyli mi temperaturę i sprawdzili czy aby na pewno mam rezerwacje na samolot, do tego obowiązkowa maseczka. Na lotnisku pustki, większość sklepów wolnocłowych pozamykana, gdzieniegdzie snuli się pasażerowie, lotów jak kot napłakał, w saloniku Lotu byłem sam jak palec. Do samolotu wpuszczali grupami, nie było żadnych przywilejów na pasażerów biznes klasy, najpierw pasażerowie siedzący z tylu samolotu a potem kolejni aż do początku kabiny. W samolocie cały personel pokładowy w maseczkach , pasażerowie różnie, większość jednak przestrzega zaleceń lini lotniczej.
Na Okęciu było już tłumniej, sklepy prawie wszystkie pootwierane, można swobodnie było zrobić zakupy. Na lotnisku w Zurychu za to całkowite bezludzie, korytarze z ruchomymi chodnikami z których zwykle wylewały się tłumy pasażerów, świeciły przerażającymi pustkami. W pociągu do Berna obowiązkowe maseczki i zachowany dystans.
Latanie trochę mniej mi się teraz podoba, nie sprawia mi już takiej frajdy jak kiedyś, ale mam nadzieję że to przejściowe.

Podobnie było na trasie z Ekwadoru do NY. Chociaż serwowali jedzenie i maski poszły w dół. Ale pustki rzeczywiście przygnębiające.
Takie właśnie nowe czasy nastały
Cóż nastały inne czasy. Wszystko się zmieniło.
piszesz: Przy wejściu na lotnisko kontrola sanitarna, zmierzyli mi temperaturę i sprawdzili czy aby na pewno mam rezerwacje na samolot, do tego obowiązkowa maseczka.
Tak sobie myślę, że pandemia-pandemią – ale politycy znowu mają pretekst do wprowadzenia kolejnych kontroli i brania narodów za pysk. Na pandemię nie ma to zbyt wielkiego wpływu, ale na ludzi i owszem. Za dwa lata tak przywykniemy do kolejnych ograniczeń, że nawet nie będziemy myśleć czy to ma sens