Berno stolica, miasto ambasad i konsulatów, porozumieć się tutaj po angielsku na ulicy czasami bywa utrapieniem. W sklepach mówić nie chcą, na ulicy tez różnie z tym bywa, najłatwiej w hotelu albo restauracji.
Wiem ze Szwajcarzy mówią po angielsku, z jakiegoś powodu niechęć do tego języka jest większa w Bernie, bo nigdy nie miałem tego problemu w Bazylei, Zurychu czy Genewie.
Pracując zdalnie nie musiałem nawet prosić o urlop, by móc tutaj przyjechać. To jedna z niewielu zalet sytuacji epidemicznej. Wstaję rano, robię nam kawę, po czym siadam do komputera. Dookoła wszystko zdaje się być inne, od tego do czego zdążyłem przyzwyczaić się pracując w domu w Polsce. Za oknem słońce, w oddali ośnieżone szczyty Alp, na niebie raz po raz widać balony. Przy takiej pogodzie sezon na latanie balonem ma się bardzo dobrze.
Po 14 z pracy wraca M, robię sobie przerwę, by potem wrócić do zawodowych obowiązków. Wieczorem wraz z zamknięciem klapy od laptopa wychodzę z domu spotkać się z dawno niewidzianymi znajomymi. Odwiedzamy dobrze znane mi bary i kawiarnie, a jedyne co burzy mój dobry nastrój to widok rachunku na koniec biesiady.
K. zaprosiła mnie do siebie do domu, przygotowała obiad, siedzieliśmy na tarasie sącząc gin z tonikiem wspominając dawne czasy. Nie byłaby sobą gdyby znowu nie zaczęła namawiać mnie na wspólny wyjazd do Dubaju. Od października rusza EXPO i jestem prawie przekonany, by już teraz kupić bilet na luty.
Upały zelżały, jest słonecznie, ale z nieba nie leje się żar. Jest tak jak lubię.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże,
Szwajcaria i oznaczony tagami
podróże,
Szwajcaria. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.