Mija kolejny tydzień, dobrze że ze za oknem ładnie świeci słońce, bo w przeciwnym razie nie łatwo byłoby mi zmotywować się do wstawania z łóżka.
Do biura chodzę tylko wtedy, gdy naprawdę muszę, po ostatnich przepychankach alergicznie reaguję na słowa: porozmawiajmy. Wątpię czy moje szefostwo interesuje zdanie czyjekolwiek prócz swojego. Zwykle spotkamy się żeby wysłuchiwać a nie żeby dyskutować. Oni swoje zdanie wyrażają naokraglo nie wiem jak ze słuchaniem bo jeszcze nie zaczęli. I te wszystkie osobiste wycieczki pod moim adresem, od których ściska mnie w środku. Chciałbym móc już poprosić o rozwiązanie umowy, ale muszę poczekać. Wszyscy dokoła orgazmują się wyjazdem integracyjnym, a ja nie daję rady wykrzesać z siebie entuzjazmu. Kolejny zadanie do wypełnienia w i tak pełnym już kalendarzu.
Na weekend jadę do Warszawy, odwiedzić znajomych. Krótka zmiana otoczenia dobrze mi zrobi, inaczej prześpię cały weekend.
Wczoraj zadzwoniła V. Razem z mężem zdecydowali kupić dom, taki wymarzony nad jeziorem. Cieszę się ich szczęściem, tylko nie zazdroszczę jej tam sprzątać… Zachciało mi się nawet otworzyć służbowy komputer i napisać kilka maili.







Mam nadzieję, że Warszawa Cię rozrusza! Jeszcze szykuje się podobno piękny weekend!
Jeśli chodzi o dom- mogłabym w nim sprzątać 🙂