…się spełniło. O pracy pisać nie zamierzam, ale faktycznie daje mi do wiwatu. W weekend pomyślałem, że skoro na nic zdały się rozmowy z przełożonym ani z klientem najlepiej byłoby pójść na L4. W poniedziałek chorowałem jak dziki osioł, we wtorek to samo, ale sam z siebie zamknąłem klapę od laptopa o 18., sam wyznaczyłem sobie granice bo inaczej tyrałbym do rana i padł na zawał czy udar mózgu.
Gardło mnie gryzło od piątku, spotkałem się z koleżanką ze studiów, byliśmy na kolacji u Włocha a później na winie u Francuza. Było miło, znajomi dołączyli, biesiadowaliśmy do późna wspominając dawne czasy. Do domu wróciłem pieszo co miało wyjść mi na dobre, niestety w nocy dostałem dreszczy. W poniedziałek ledwo żyłem, ale że mój niemiecki klient taryfy ulgowej mi nie dał, to rypałem tabelki i prezentację jak głupi osioł.
W nocy obudziłem się trzęsąc się z zimna, dałem radę podkręcić kaloryfer na max, nałożyć na kołdrę dodatkową narzutę, łaknąłem coldrex i jakoś dotrwałem do rana ale do biura już nie poszedłem. Przed 6. wysłałem jedynie krótki mail sorry ale dziś mnie nie będzie , naszprycowalem się tabletkami i poszedłem wygrzewać się w łóżku. Miła pani doktor z teleporady wystawiła mi L4 bez zająknięcia, mam czas dochodzić do siebie. Na test się nie zapisałem, ale symptomy wskazują na to, że powiększylbym statystki. Nie wiem czy jest sens iść robić sobie test i wysyłać się na 10-dniową kwarantannę. Z drugiej strony wizja dodatkowego wolnego tygodnia jest bardzo kusząca.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Ja zrobiłam test, by wiedziec. Późniejsze komplikacje- jak ból głowy u syna- nie wiadomo skąd są. Pytają się, czy chorował… właściwie, kiedy my mieliśmy covid- jego bolała głową przez 1 dzień…
Idź, sprawdź, porządnie się wykuruj j nie roznoś wirusa.
Zdrówka raz jeszcze!
Bo te wirusy jakieś dziwne. U mnie też. Covid nie covid. Nie wychodzę z domu więc nic nie roznoszę. V. też sporadycznie dziś po chleb. I też siedzi w domu.
Zresztą już dziś widać unie lepiej. To po co mi ta statystyka. Nic to nie zmieni.
Kuruj się. Zobaczysz jak się będziesz czuł. Nie zawsze jest to omikron. Serdeczności
Ufff…zdrówka.
Ja podzielam twoje objawy, od wczoraj. Test zrobiłam i wiem co wiem, ale też nie idę do dr. Może w poniedziałek, by wziąć L4 i się wykurować? Odlot na tych lekach ;p hehe półprzytomna ja.. Trzymaj się Saber Zdrówka Ci życzę.
Wzajmnie. Czuje się lepiej chociaż wciąż mam sexy chrypkę i zatkany nos. Jak w poniedziałek nie będzie lepiej to chyba przedłużę sobie „wolne” o 2-3 dni i posiedzę w ciepłym domku🤣
Czyli naprawdę mamy podobnie hehe I plany i sexy chrypka też hehe Trzym się ciepło
😂 kto by pomyślał że z tego covida może być tyle pożytku
Hehe plusy minusa zawsze się jakieś znajdą ;P Damy radę 🙂
Zdrowiej Saberze! Zatkany nos to straszna choroba….
Dzieki! Staram się ale póki co prądkuje
Zatkany nos u faceta można porównać tylko do bolu porodowego u kobiety😂