Nareszcie spokój

Pół dnia trwała moja podróż do Lecce. Najpierw samolotem o zabójczej 5.30 do Monachium, tam czekanie na lot do Bari, z lotniska pociągiem do Bari Centrale a stamtąd dopiero do Lecce. M. przyleciał bezpośrednio do Brindisi a ja tego luksusu nie mialem, bo po mimo sezonu nic bezpośrednio z Wrocławia do Brindisi nie lata. M. zdążył wcześniej odebrać nasz samochód i dotrzeć na stację akurat gdy mój pociąg wjeżdżał na peron. We włoskich pociągach jak i niemieckiej Lufthansie wciąż obowiązują maseczki, byłem świadkiem jak jedna pochodząca z Polaki parka kłóciła wykłócała się o niego z ochroną. Przez chwilę chciałem nawet pomóc, spróbować załagodzić sytuację, ale słysząc kokofonię słów zaczynających się na k, ch, p, j wycofałem się pomysłu. Głupota musi czasem boleć albo kosztować…

Przyjechałem głodny jak wilk, odkąd nie jem kanapek, pizzy, makaronów, mięsa, cukru, produktów smażonych moje menu mocno się ograniczyło. Wystarczyło tylko hasło, krótkie spojrzenie i po kwadransie siedzieliśmy już w La Dogana przy olbrzymich talerzach antipasti składających się ze świeżych surowych ostryg, ricci, krewetek, ośmiornic, małż i kałamarnic. Tak, w takich momentach kocham Salento miłością największą, najszczerszą i prawdziwie bezkresną..

Brat M dzwonił do nas jeszcze dwa razy, za każdym razem pytając, gdzie się spotykamy. Akurat to myślałem że mamy ustalone, sam wybrał rano miejsce, ale chyba zapomniał, bo rezerwacji dla 7 osób nigdzie nie zrobił. Do Uemé dotarliśmy praktycznie w tym samym momencie, zdążyłem położyć się na moment w hotelu bo do 22.30 bym nie dotrwał. Dużo było uścisków, buziaków i obejmowania się, wymiany uprzejmości. Uskuteczniałem rodzinne, sielankowe pogaduchy: „Pietro nareszcie, ile to już minęło? 2 lata? Dzwoniłam, ale chyba mam zły numer?!” – naprawdę?! No co ty, serio, nie, no pudło, zmieniłem numer a dodatkowo cie zablokowałem i zagroziłem M. że jeśli poda wam mój nowy numer to się z nim rozwiodę – ale powiedzieć oficjalnie tego nie mogłem. Grzecznie za to wyjaśniłem że pewnie dzwoniąc do mnie nie używali prefiksu +48.

B. znowu urosła, poszła zarówno w górę jak i w szerz z tym że w szerz bardziej, wciąż jestem od niej kilka centymetrów wyższy, dla potrzeb bierzmowania zgoliła też wąsy charakterek i temperamentność za to pozostały niezmienne. Każdy zamówił po pizzy, my z M wzięliśmy jedną na pół do tego po piwie, reszta się nie ograniczała jakby nie jedli co najmniej przez tydzień. Usłyszeliśmy o nowych restauracjach, które otworzyły się w mieście i że moglibyśmy tam wpaść na jakiś obiad albo kolację, naturalnie padła też propozycja żebyśmy wybrali się tam wszyscy bez precyzowania kto kogo zaprasza. W Uemé nie siedzieliśmy na szczęście długo, po północy zaczęły zamykać mi się oczy a jaszcze trzeba było odwieźć mamę. Wtedy nastąpił punkt kulminacyjny wieczoru – płacenie. Kelner przyniósł rachunek, położył na środku stolika, bo nikt nie wyciągnął po niego ręki. W tej rodzinie pasuje niepisana reguła: wyciągasz pierwszy rękę po rachunek, znaczy że go regulujesz w całości. Rachunek leżał sobie dobry kwadrans, M raz tylko prawie po niego sięgnął, ale się zreflektował jak sprzedałem mu kopa pod stołem. W końcu sięgnąłem po niego ja, zgromadzeni wokół jakby odetchnęli z wyraźną ulgą. Popatrzyłem na rachunek opiewający na ponad 200 eur. Wyciągnąłem z portfela 50 eur i włożyłem do etui. – Tutaj jest za nas, za mamę płacimy my – ogłosiłem. Nastąpiła chwila konsternacji. Tylko B. ośmieliła się głośno zapytać kto zapłaci za nią. – Jak skończysz 80 lat jak twoja babcia, też będziesz jadła za darmo.

Brat M. uregulował resztę rachunku. Myślałem że przyjął to z godnością. Dziś od rana wydzwania do M., myślimy że czeka na odpowiedni moment zapytać kto jutro płaci za obiad w restauracji po bierzmowaniu. Biedak zaprosił ponad dwadzieścia osób a w tej sytuacji może będzie musiał rozważyć sprzedaż auta albo nerki…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Nareszcie spokój

  1. Lucia pisze:

    Tak w Italii wciąż w ko.unikavji jestem zamaskowani. I nikt nie protestuje. Przynajmniej nie widziałam. W takim przypadku jaki odpowiedziałeś też bym nie reagowała. Niestety rzadko pomagam rodakom, zawsze są problemy natury przepisy.
    A z płaceniem bingo.

  2. Ultra pisze:

    Jak przyzwyczaicie do płacenia, to potemstanie się normą, że Waszym obowiązkiem będzie stałe płacenie, nawet wówczas, gdy rodzina zaprosi…
    Serdeczności

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s