weekend z 1899

Przez weekend wzięło mnie na oglądanie serialu. Żeby całego dnia nie spędzić leżąc w łóżku, przy okazji wziąłem się za drugą przyjemną w życiu rzecz czyli prasowanie. Miałem tego całą stertę, plus 16 koszul i kilkanaście ręczników. Prawdziwa uczta i blogi relaks!

A serial bardzo mnie wciągnął. 5 odcinków obejrzałem pod rząd.

Płyną sobie statkiem zapominalska ruda, Chinka udająca Japonkę, dwaj geje, z których jeden udaje księdza, Murzyn i Polak. Jest też trzeci gej, ale on się waha, bo jego mama jest religijną fanatyczką i w ogóle ma nie po kolei. I tak sobie płyną, a Polak sypie węgiel do kotła i co jakiś czas przerzuca wajchę, która się zacina. W końcu spod lady wychodzi chłopiec-niemowa i płacze. Dla miłośników piramid jest piramidka, dla fanów „Matrixa” wybór pomiędzy białym lub czarnym zastrzykiem, a dla widzów zafascynowanych serialem „Dark”, raczkowanie po ciasnych przejściach donikąd. Generalnie najpierw chodzi o to, żeby ruda sobie przypomniała, ale ostatecznie okazuje się, że nie musi, bo ma męża, a ten pamięta i ogarnia za pomocą pilota. Wszyscy się obijają po kajutach, czasem tłuką po twarzach, kłócą, płaczą, skaczą za burtę i wspominają, jak niefajnie było na lądzie. Dialogi kręcą się wokół tak fundamentalnych kwestii jak: „O co chodzi?”, „Gdzie my jesteśmy?”, „Co tu robisz?”, „Co to jest?”, „Gdzie jest kapitan?”, „To niemożliwe”, „Mylisz się, wszystko jest możliwe”, „Nie, to zdecydowanie niemożliwe”, „Przypomnij sobie”, „Nie pamiętasz?”, „No, jednak nie pamiętam” itp. Całość okraszona starymi piosenkami, które dla młodszej części widowni mogą się okazać muzycznym odkryciem.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to weekend z 1899

  1. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Jak chodzi o prasowanie, też tak mam. Poza relaksem uspokaja mnie.😆

  2. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Prasowanie świadczy dobrze o prasującym. Mój znajomy ma dwie koszule, więc tylko jedną prasuje, gdyż tego zajęcia nie znosi. Pomyśl, czy nie wyrzucić reszty i nie przejść na minimalizm.
    Zasyłam serdeczności

  3. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Wspaniale streściłeś aż 5 odcinków w kilku zdaniach. Aż się uśmiechnęłam 😀
    Facet, który lubi.. nie! Nie lubi tylko uwielbia prasować to skarb! Pewnie masz dobre żelazko.. albo tą stacje parową, czy jak to nazywają 😉
    Mi czasem też zdarzy się taka chęć na prasowanie. Częściej jednak tylko ładnie składam z tych „gór prania”.

Dodaj komentarz