Wakacje w raju

Aruba to kolejna perła Karaibów. Cudowne, krystaliczne, lazurowo-błękitne morze, miękki biały, drobny piasek, setki wysokich palm z przechadzającym się dumnie różowymi flamingami w pakiecie. W bezchmurne dni podobno można dostrzec stąd wybrzeże Wenezueli.

Po przylocie nareszcie mogłem się do woli wyspać, codzienne wczesne wstawanie w Medellin nie pozwoliło mi cieszyć się wolnym tak, jakbym tego potrzebował podczas urlopu. Leniwie i bez pośpiechu zjadłem śniadanie na tarasie, spokojnie wypiłem kawę układając w głowie plan na resztę pobytu.

Wybrałem się do Oranjestad – pomarańczowego miasta stolicy wyspy. Miasto naprawdę jest niewielkie: mały plac z kolorowymi kreolskimi domkami, w których znajdują się sklepy, biura oraz restauracje, przy placu nieopodal zlokalizowane są sklepy typu Zara.

Zaszedłem do również portu, w którym cumują olbrzymie wycieczkowce. „Podarowałem” sobie przejażdżkę Downtown Trolley, czyli tramwajem który kursuje pomiędzy portem i centrum miasta, bo średnia wieku na pokładzie tego pojazdu wynosiła 65 lat. Prócz tego kilka butików światowych luksusowych marek – potencjalny raj dla M. – ale mnie nie pociągają tego rodzaju zakupy. Obszedłem ścisłe centrum kilka razy, porobiłem zdjęcia, spróbowałem lokalnego pastechi – tradycyjnego arubańskiego śniadania, które może być również podawane jako przekąska, składające się ze smażonego w głębokim tłuszczu ciasta w kształcie półksiężyca, wypełnionego różnymi składnikami typu kurczak, wołowina, tuńczyk, warzywa lub ser. Kluczowy składnik jest zwykle łączony z drobno posiekaną cebulą, zieloną papryką, łodygami selera, rodzynkami, kminkiem, gałką muszkatołową i ostrą papryką. Potem takie pastechi smażone na złoty kolor mogłem spotkać na całej wyspie.

Jest rajsko, czysto, ładnie i bardzo spokojnie. Czas upływa między kolejnymi posiłkami i napojami z palemką albo przesiadywaniem na plaży lub dla odmiany przy basenie. Jedno muszę przyznać: na plaży czułem się jak na widokówce.

Skusiłem się na rejs katamaranem i nurkowanie z rurką. Wśród całej grupy turystów najliczniejszą grupę stanowili Amerykanie i Kanadyjczycy. Było raptem po 9 a niektórzy z towarzystwa byli już na lekkim gazie. Zrobiło mi się szkoda na widok zwłaszcza jednego chłopaka, na oko dwudziestoparolatka, mającego za kompana nabitego mięśniami ojca, no chyba że to nie był jego ojciec tylko papi. Chłopak miał ewidentnie przekrwione oczy, smutne, puste spojrzenie, ledwo trzymał się na nogach a jego towarzysz tylko wlewał w niego kolejne porcje wyskokowych trunków nadając niesamowite tempo temu wczesnoporannemu alkoholowemu maratonowi.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to Wakacje w raju

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Oglądam i oglądam ten raj, gdyż u mnie kropi, wieje i ziąb, nawet krokusy nie rozchyliły kwiatów, żeby płatki pokazać. O słońcu nie ma co marzyć, więc pryjemnością jestem z Tobą w Arubie na Karaibach.
    Zasyłam serdeczności

  2. Ależ pięknie;))
    Taki raj na ziemi szybko by mi się nie znudzil;)).

Dodaj komentarz