Bejrut – Damaszek

Wstałem niewyspany, w nocy w ogóle nie mogłem zasnąć, około 2 czy 3 dostałem wiadomość na grupie, że nasz wyjazd do Domaszku opóźni się o godzinę, bo jeden z uczestników utknął na lotnisku w Stambule i nie będzie mógł dotrzeć do Bejrutu na czas. Zasnąć udało mi się dopiero po 4.

Punkt dziesiąta w hotelowym lobby spotkałem się z całą grupą, na początku kurtuazyjne przedstawianie się i poznawanie, po czym szybko zapakowaliśmy nasze rzeczy do autobusu i ruszyliśmy w stronę syryjskiej granicy. Moja grupa okazała się bardzo mieszana, w sumie 13 osób, w większości Brytyjczycy, jest parę osób z Belgii, jeden Brazylijczyk, Hiszpan, Polka ze Stanów no i Japończyk. Każdy reprezentuje inny wiek, kulturę, inny poziom i styl życia, łączy nas jedno: pasja podróżowania do najdalszych zakątków świata. Już po pierwszych rozmowach okazało się, każdy na swoim koncie wizyty albo w Algierii, Mauretanii, Gujanie Francuskiej, Surinamie, Timbuktu, odwiedził Koreę Północną, Palau, wyspy Polinezji czy Mikronezji, dotarł do Wenezueli, Nowej Kaledonii albo przetarł szlaki Libii i Sudanu. To było prawdziwie niesamowite doznanie, w kilka chwil poczuć więź z zupełnie obcymi osobami i z pasją opowiadać i słuchać o najbardziej egzotycznych i niedostępnych miejscach na świecie.

Do granicy z Syrią dotarliśmy po niespełna 2 godzinach. Najpierw pół godziny zajęło nam przejęcie przez granicę libańską, otrzymanie pieczątki wyjazdu a potem zaczęła się cała biurokracja na wjedzie do Syrii. Na początek zebrali nasze paszporty, w specjalnym okienku musieliśmy uiścić opłatę za wizę, zaczęło się przeliczanie dolarów, skrupulatne sprawdzania każdego banknotu, jakieś formularze, wpisy po arabsku. Potem po kolei stawaliśmy w kolejce do innego okienka gdzie pan, w mundurze i o bardzo surowej minie, kartka po kartce przeglądał każdego paszport i każdą pojedynczą pieczątkę. Wizyta w Izraelu lub choćby pieczątka z granicy jordańsko lub egipsko-izraelskiej automatycznie dyskwalifikowało pod kątem wjazdu do Syrii. Całość trwała ponad dwie godziny, byliśmy ciekawą grupą, bo każdy z nas mógł poszczycić się prawdziwą kolekcją pieczątek i wiz w paszporcie a każdą stronę trzeba było przecież skrupulatnie sprawdzić więc siłą rzeczy musiało to trwać. Co rzucało się w oczy to wszędobylskość podobizn Baszszara al-Asada: na ścianach, drzewach, plakatach, murach.

Nasz lokalny pilot Mohamed dokładnie przedstawił nam reguły wyjazdu. Zero wychodzenia samemu z hotelu dalej niż na 200 metrów. Jeśli zatrzyma kogoś policja lub wojsko, to nieprzyjemności będziemy mieli wszyscy. Całkowity zakaz robienia zdjęć obiektom militarnym, czołgom, żołnierzom, wojsku i policji. Nie będzie ostrzeżeń, zatrzymają nas wszystkich i skonfiskują nasze aparaty, kamery czy urządzenia mobilne.

Jak mantrę powtarzał: istnieją 4 kraje gdzie zasady są mocno egzekwowane: Libia, Sudan, Korea Północna i Syria.

Każdy z nas otrzymał ogromną kopertę z gotówką funtów syryjskich. Na 90 dolarów składało się kilka kupek związanych gumką banknotów, które niektórym nie mieściły się w plecakach. Sam upychałem pieniądze po kieszeniach, plecaku, nerce i pasku – śmiechu było przy tym co niemiara.

Kiedy w końcu po następnych kilku godzinach podróży dotarliśmy do Damaszku było późne popołudnie. Nasz hotel znajdował się w starej części stolicy. Piękny zabytkowy budynek, z pięknym lobby, oszałamiającą architekturą wnętrz, piękne, bogato zdobione dodatki, wykusze, okna, niesamowite mozaiki i kolory, do tego wszędzie pięknie zadbana roślinność.

Po godzinie odpoczynku ruszyliśmy w miasto: kościół Ananiasza, Wschodnia Brama i Bab Sharqi czyli ulica Prosta gdzie zgodnie z Dziejami Apostolskimi mieszkał apostoł Paweł.

Nie jedliśmy lunchu dlatego zgodnie wszyscy udaliśmy siw na wcześniejszą kolację. Stół uginał się od przystawek i dań głównych. Królowały warzywa, humus, tabbouleh i jagnięcina w każdej postaci. Zanim pozwolono nam skosztować tych smakołyków każda z nas bezwzględnie musiał zjeść pół surowej cebuli: miało nas to ochronić przed sensacjami żołądkowymi przez następne kilka dni. Woda w Syrii nie jest zdatna do picia, nawet myjąc zęby czuje się, że jest z nią coś nie tak. Na efekty muszę poczekać jednak do jutra…

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 Responses to Bejrut – Damaszek

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Bałabym się takiego wyjazdu. Jestem z tych, którym przytrafiają się zatrzymania, kontrole, pech… Ale ogląda się Twoje relacje bardzo dobrze 🙂
    Czekam na kolejne doniesienia z odległego świata!
    Ten internet, to cudowny wynalazek…

  2. nie brzmi to zachęcająco….

  3. pk 🌎's awatar Pkmundo pisze:

    👋 I started following your blog. I hope you follow mine and we exchange impressions in our posts.

    This is how we grow. Thank you so much Greetings from the south of
    Spain 🇪🇸💯

Dodaj odpowiedź do Pkmundo Anuluj pisanie odpowiedzi