Cały dzień przeleżałem w łóżku, naprzemiennie zasypiając i budząc się na pół przytomny, do tego beznadziejnego stanu przyczyniła się gorączka i leki, które wciąż w siebie aplikuję, byleby dać radę wyjść jutro na miasto. Dawno tyle nie spałem…
Klnę bo nie działa internet, czasami łapie sygnał, ale tylko na chwilę a prędkość jest „powalająca”.
O 7 rano obudził mnie budzik i głód, bo przez prawie dobę nie byłem w stanie niczego przełknąć. śniadanie serwowane w hotelowej restauracji najpewniej podarowałbym sobie gdyby nie fakt, że nie miałem praktycznie wyboru, byłem głodny więc nie wybrzydzałem zadowalając się tostami i dziwnie wyglądającym omletem. Skrzywiłem się tylko na widok nescafe, tego nie dałbym rady przełknąć więc z braku laku została mi jedynie herbata.
Najważniejsze było jednak to, że czułem się o niebo lepiej i mogłem śmiało pojechać zwiedzić ogrody Szalimar wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ogrody na pewno wyglądają oszałamiająco wiosną i latem kiedy kwitną wszystkie kwiaty a roślinność budzi się do życia, nie było sezonu więc i nie było elementu wielkiego zachwytu, ale miło się spacerowało alejkami wśród królewskich pawilonów i fontann. Niestety w obawie przed komarami roznaszacymi gorączkę Denga wyłączono też wszystkie wodotryski przez co miejsce wyglądało mało zachęcająco.
Stamtąd pojechaliśmy pod granicę z Indiami zobaczyć ceremonię. Dzikie tłumy ludzi, rodziny z dziećmi, przyjezdni, turyści, setki powiewających pakistańskich flag i niesamowity jazgot. Ku mojemu zaskoczeniu ochrona nie pozwoliła dwójce brytyjskich turystów wejść na teren ceremonii w krótkich spodenkach.
Przejeżdżając przez miasto widać biedę, tymczasowość stylu życia, brud kurz i dziesiątki ludzi, niektórzy naprawdę ładnie kolorowo ubrani, barwne stroje to coś co od razu przykuło moją uwagę. Jedzenie jest znośne, ale bardzo pikantne i oleiste, nieodzownym składnikiem potraw jest mięso: kurczak albo baranina. Moim ulubionym daniem stał się Murgh Cholay czyli kurczak z cieciorką.

























Zupełnie inny świat.. inna kultura. Co to była za ceremonia? Trafiłeś na jakieś święto?
Zdrowia Ci życzę. Dbaj o siebie i.. wiem, że to mało rozsądne ale.. mimo zlego samopoczucia nie odpuszczaj zwiedzania. Łap chwile, łap okazje, bo tego czasu tam nie cofniesz. Trzym się.
PS. Żadne pocieszenie, że i mnie choroba właśnie rozkłada 😦 Uroki jesieni? 😉
Współczuję złego samopoczucia. Mnie trzymało kilka dni ale jest lepiej…
To ceremonia organizowana każdego wieczoru przez Indie i Pakistan pokazująca ich wojskową waleczność
Dzięki, nie mam wyjscia, jakis dam radę. Dzis jeszcze praca i kilka dni wolnego. Moze zdaze się wykurować.
Organizują taką pokazówkę każdego wieczoru?? Szok 😲
I organizują to po obu stronach granic, codziennie. Niezła atrakcja o której nigdy wcześniej nie słyszałem
..może taka pokazówka sił lepsza jest niżby mieli walczyć.
Ja też pierwsze słyszę o czymś takim od Ciebie.
Miałeś szczęście, że ktoś Ci o tym powiedział i zobaczyłeś na żywo. No i dobrze, że długie portki ubrałeś;)
Dobrze ze choroba jednak nie popsuła wszystkiego. Zdrowka na zapas!