Ghadamis – dzień 3

W nocy temperatura spadła drastycznie, było tak zimno, że ogrzewałem pokój klimatyzacją. Wszystkie pokoje w hotelu są podobne, skromne i urządzone w dawnym stylu berberyjskim. Mało jest świateł przez co cały czas chodzi się w półmroku.

Trudno było mi się przekonać do włochatego pledu, którym pościelone było łóżko dlatego spalem niczym nie okryty.

Śniadania i kolacje spożywamy w hotelach, w których się zatrzymujemy. Do posiłków serwowane tutaj muszę się zmuszać żeby nie chodzić głodnym. Wszystko jest zimne, jakby zakwaszone, rozmemłane i zmieszane z niesamowitą ilością cebuli i często podane w dziwnej kompozycji z pastą spaghetti polanej mocno oleistym czerwonym keczupopodobnym sosem. Nie da się tego jeść, ale nie narzekam dzielnie zagryzając wszystko chlebem i popijając wodą lub pepsi jeśli czuję, że nieuniknienie zbliża się rozstrój żołądka.

Dwa razy pojechaliśmy na lunch do libańskiego Fettoush i tylko tam mieliśmy prawdziwą ucztę dla podniebienia. W Ghadamis zorganizowano nam lunch w restauracji serwującej dania kuchni berberyjskiej, wszystko podawano na podłodze wyłożonej dywanami a my siedzieliśmy wokół rozłożonych tac biesiadując nieskrępowanie i rozmawiając o wrażeniach z wyjazdu.

Na ulicach spotyka się mnóstwo czarnych robotników, z Darfuru, Sudanu i Czadu oraz innych krajów Afryki Subsaharyjskiej kiedyś często uważanych za najemników byłego dyktatora Libii Muammara Kadafiego. Zwykle wykonują oni tutaj najgorsze prace. Czytałem że często są sprzedawani na targach niewolników, torturowani i porywani.

Charakterystyczne budynki z gliny przyniosły temu 7tys miasteczkowi status miejsca dziedzictwa światowego UNESCO. Starożytna architektura ze skomplikowanymi wzorami i zacienionymi uliczkami daje wgląd w tradycyjny sposób życia w regionie.

Ghadames, zwane „perłą pustyni”, położone jest w oazie. Jest to jedno z najstarszych miast przedsaharyjskich i wybitny przykład tradycyjnego osadnictwa. Jego architekturę domową charakteryzuje pionowy podział funkcji: parter służący do przechowywania zapasów; potem kolejne piętro dla rodziny, wiszące nad krytymi alejkami, które tworzą niemal podziemną sieć przejść; a na górze tarasy na świeżym powietrzu zarezerwowane dla kobiet.

Mogliśmy chodzić i zwiedzać wszystko praktycznie dowoli, upajając się słonecznym dniem, bo w lutym nie jest tutaj tak gorąca, jak potrafi w miesiącach letnich.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 Responses to Ghadamis – dzień 3

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Po ubiorach nie mogę ocenić, czy jest ciepło, czy nie. Za to wszyscy macie chyba odkryte buty…
    Kawiarnia wygląda niesamowicie 🙂 pan tam sobie czasem leży, czekając na klientów?
    Zarośla z palm…
    Szklanki zamykane- super.

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Jest ciepło ale nie ma skwaru. Mam zakaz noszenia szortów. Buty odkryte są ok.
      Kawiarnie wyglądają bajecznie ale czasami smak kawy pozostawia wiele do życzenia. Za dużo fusów a za mało płynu🤮
      Leżenie tutaj to sport narodowy.

  2. architektrzeczywistosci's awatar architektura rzeczywistości pisze:

    Zaskoczyło mnie słabe jedzenie. Jakoś w mojej głowie kuchnia libańska jest pysznie przyprawiona i aromatyczna – kilka lat temu regularnie odwiedzalismy w Warszawie mala rodzinna libanska restauracje i zawsze bylam oczarowana. Myslalam, ze bedziesz tam mial kulinarne eldorado przez caly pobyt i to na kazdym kroku. Ale poza tym mega klimatyczne miejsce!

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      libańska tak. Przepyszna

      libijska jest gorsza😂

      • architektrzeczywistosci's awatar architektura rzeczywistości pisze:

        Fakt fakt 😉 Nie przez nazwe tylko, ale gdzieś mi tak ogolnie w głowie podobnie się łączyły te kraje pod katem typu kuchni. Wydawało mi się, że beda mieli wiecej wplywow kuchni srodziemnomorskiej podobnie jak Egipt

      • saberblog's awatar saberblog pisze:

        Też jechałem z nastawieniem że lokalna kuchnia nie może być niedobra. Chyba nie trafiłem do właściwych miejsc bo nie wierzę że tutejsza kuchnia to kuskus z cebula i mocno czerowny sos z keczupu..

  3. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Urzekające miejsce, kultura, tradycyjne obrazki, rękodzieła. Lubią tam wyraźne kolory. Czerwień dominuje. Ta czapka mnisz masz skojarzyła mi się z choinką. Nie wiedziałam na co patrzeć, na Ciebie czy na nią;)
    Ale jedzenie, sposób podania.. nie wygląda to apetycznie. Naprawdę.
    Będziesz głodował? Schudniesz nam w tej Libii.. zmarzniesz w nocy i utoniesz w upale słonecznego dnia 😉 Ale wracaj z zaspokojoną ciekawością i dobrymi wrażeniami 🙂 Jak zwykle, „rwij wiśnie!” tj. korzystaj na maksa, wyciskaj ile się da 😀
    Pozdrawiam

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      człowiek choinka – podoba mi się 🙂

      mamy pecha do libijskich punktów żywieniowych bo w restauracjach innej kuchni wszystko wygląda i smakuje pysznie.

      • agnecha's awatar agnecha pisze:

        Serio, tak mi się skojarzyło. Nie chciałam urazić. Lubię szczerość, czasem nie pomyśle a napiszę 😉

        Ta choinka to pewnie ręczna praca tworzona wiele tygodni z drogich ciężkodostepnych materiałów – dzieło sztuki. Jak i te haftowane buty. To ma swój urok ludowej tradycji/rękodzieła. W Polsce też przecież tak jest, i co region to inne stroje, ozdoby, nawet jedzenie. No i sprawa poszanowania i kultywowania tradycji, historia. Dla każdego narodu to podstawa do budowania tożsamości narodowej. Tak na to patrzę i z tej perspektywy widzę i.. jak widać porównuję z tym co znam. Inność i różnorodność tak ciekawi i najczęściej zachwyca, a już taka kolorowa inność to już wogóle ;D

      • saberblog's awatar saberblog pisze:

        Podoba mi się określenie człowiek choinka. Sam bym na to nie wpadł:)
        Tutaj lubią tworzyć małe dzieła sztuki z niczego, u nas masowa produkcja a tutaj wciąż ma się dobrze lokalna manufaktura

      • agnecha's awatar agnecha pisze:

        Ale wpadłeś na to określenie. Ja tylko napisałam, że czapka przypomina mi choinkę 🙂
        W moim regionie też są ludzie, którzy robią taką małą artystyczną manufakturę. Kilkoro znam. Zarobek z tego marny, ale z poświęceniem kultywują „kolorową” tradycję. Palmy wielkanocne,kaszanki, kurpiowskie wycinanki, rzeźbienie kapliczek i Świętych, granie starych przyśpiewek w akompaniamencie ręcznie robionych instrumentów sprzed epoki. Jest tez teraz jakas moda na koła gospodyn wiejskich KGW, one też bardzo czesto siegają do tradycji i odkopują stare regionalne babcine przepisy.
        Także w PL też „lokalną manufaktura” istnieje, tylko na pewno na mniejszą skalę.
        Dużo można zobaczyć (i kupić też) pod koniec wakacji, jak jest miodobranie w Myszyńcu. Jakbyś kiedyś był, daj znać.

      • agnecha's awatar agnecha pisze:

        A z tą kuchnią.. jak pech to pech. Może się odmieni i od teraz będą same smakołyki?
        Dobrych wrażeń:)

      • saberblog's awatar saberblog pisze:

        Odbije sobie jak będzie trzeba. Gdzie indziej. Albo u mamy, na schabowym z mizerią 🤦🏻‍♂️😂

Dodaj odpowiedź do agnecha Anuluj pisanie odpowiedzi