Zupełnie zaskoczyła nas dziś pogoda, od rana się chmurzyło potem lało, co kilkanaście minut przechodziła nam nad głowami dosłownie ściana deszczu a znad morza nieustannie widać było nadciągające kolejne czarne kłębiaste chmury. Trudno będzie nam zwiedzać ruiny drugiego z Tri Polis – pomyślałem – zwłaszcza tym, którzy podróżują w samych T-shirtach i japonkach. Po śniadaniu wyjechaliśmy w kierunku Sabraty – miejsca, z powodu którego w ogóle wybrałem się do Libii, kompleksu starożytnych ruin, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To, co pozostało po osadzie fenickiej i rzymskiej zrobi piorunujące wrażenie na każdym, to jakby zabytki starożytnego Rzymu przenieść do Północnej Afryki. Tutejszy rzymski teatr jest monumentalny, pięknie po położony z widokiem na lazurowe wody Morza Śródziemnego, widoczny z dużej odległości, co jest sugestią malowniczą, która rozsławiła go nie tylko ze względu na niezaprzeczalną wartość architektoniczną.
W Libii wszędzie wolno palić: w przy śniadaniu, w hotelowym lobby, w hotelowym pokoju, w taksówce – przykry wszechobecni w unoszący się zapach dymu papierosowego przypomina mi o tym nieustannie.






































Libia zdecydowanie nie jest oblegana przez turystów, więc mało wiadomo co tam jest do oglądania. Dzięki za dzielenie się informacjami i zdjęciami.