Sabrata – dzień 5

Zupełnie zaskoczyła nas dziś pogoda, od rana się chmurzyło potem lało, co kilkanaście minut przechodziła nam nad głowami dosłownie ściana deszczu a znad morza nieustannie widać było nadciągające kolejne czarne kłębiaste chmury. Trudno będzie nam zwiedzać ruiny drugiego z Tri Polis – pomyślałem – zwłaszcza tym, którzy podróżują w samych T-shirtach i japonkach. Po śniadaniu wyjechaliśmy w kierunku Sabraty – miejsca, z powodu którego w ogóle wybrałem się do Libii, kompleksu starożytnych ruin, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To, co pozostało po osadzie fenickiej i rzymskiej zrobi piorunujące wrażenie na każdym, to jakby zabytki starożytnego Rzymu przenieść do Północnej Afryki. Tutejszy rzymski teatr jest monumentalny, pięknie po położony z widokiem na lazurowe wody Morza Śródziemnego, widoczny z dużej odległości, co jest sugestią malowniczą, która rozsławiła go nie tylko ze względu na niezaprzeczalną wartość architektoniczną.

W Libii wszędzie wolno palić: w przy śniadaniu, w hotelowym lobby, w hotelowym pokoju, w taksówce – przykry wszechobecni w unoszący się zapach dymu papierosowego przypomina mi o tym nieustannie.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Sabrata – dzień 5

  1. Libia zdecydowanie nie jest oblegana przez turystów, więc mało wiadomo co tam jest do oglądania. Dzięki za dzielenie się informacjami i zdjęciami.