Wzrastające przez lata napięcie między kosowskimi Albańczykami, którzy domagali się niepodległości, a Serbami stosującymi represje wobec albańskich Kosowian doprowadziło w 1998 roku do wybuchu otwartych walk. W odpowiedzi władze w Belgradzie zaczęły masowo wysiedlać Albańczyków, a wobec tych, którzy zostali, stosowały brutalne represje. 850 tysięcy uchodźców szukało schronienia w sąsiednich krajach. Czystka etniczna wzbudziła sprzeciw całego świata. Republika Kosowa stała się osobnym bytem państwowym. I choć mieni się państwem demokratycznym, posiadającym suwerenną władzę i ustrój, to jej status międzynarodowy jest nieustabilizowany. Kosowo to terytorium sporne, uznane jedynie częściowo na arenie międzynarodowej.















Prisztina, stolica Kosowa, to miasto pulsujące młodzieńczą energią i oferujące fascynujące połączenie nowoczesności i tradycji. Choć często pomijane na europejskich szlakach turystycznych, Prisztina zyskuje na popularności dzięki swojej gościnności, bogatej historii i rozwijającej się scenie kulturalnej.
Serce miasta bije w rytmie jego głównego bulwaru – Matki Teresy, gdzie mieszkańcy i turysty świętują życie w kawiarniach, restauracjach i sklepach. To właśnie tutaj można poczuć prawdziwego ducha Prisztiny, obserwując codzienne życie i spotykając się z przyjaznymi mieszkańcami.
Monastery są bardzo ładne, na ulicach dominuje przaśna moda, wszędzie się pali, mówi się że wszyscy mieszkańcy kradną, prostytuują się, handlują narkotykami albo narządami, każdy zaangażowany jest w przestępczy przemysł. Wszędzie godła państwowe Kosowa i Albanii, nawet w katedrze. Budynki są bardzo kiczowate to chyba tzw. brutalizm nie wiem kto to wymyślił, nie wygląda zachęcająco, natomiast autostrada którą wybudowali Amerykanie robi wrażenie. Pojechaliśmy najpierw do Jaskini Gadime, podobno odkrytą przez przypadek i faktycznie warta jest zobaczenia. Zaskoczyło mnie, że wpuszczono mnie do niej tak po prostu, wręczono klucz, polecono nasłuchiwać i szukać przewodnika, który już dawno wszedł tam z inną grupą…












Dzisiaj nie dopisywała nam pogoda, w samej Prisztinie wiało nieprzyjemnie.
Ceny w Kosowie fenomenalne – kawa obojętnie jaka 1€, lody 1€, sok 1€ wszędzie w ogóle płaci się w euro.
Obiad w restauracji w części serbskiej, gdzie podawano głównie mięso. Dostaliśmy porcję, chyba z 2 kg za 20 €, co było nie do przejedzenia, więc potem do końca dnia nic już nie jadłem. Jedynie w części z serbskiej mogłem napić się piwa, bo Kosowo jest przecież muzułmańskie.
Dominującą religią jest tutaj islam i z tym wiąże się większość obyczajów. W rejonach zamieszkałych przez Serbów dominuje prawosławie. To że kraj jest muzułmański nie rzuca się w oczy, a od kilku tygodniu, by przypodobać się Amerykanom, chwalą się że są pierwszym krajem muzułmańskim, które zalegalizowało związki partnerskie.
Ludzie nie wyglądają mi na muzułmanów, owszem niektóre kobiety chodzą z chustami na głowach, ale większość młodych osób wcale. Kosowo jest biedne, zadziwiające jak budują tutaj domy, w ogóle zabudowa jest bez ładu i składu, każdy dom budowany jest w inną stronę, obok pięknej willi znajduje się jakaś buda z oponami, a jeszcze dalej supermarket albo dom-kasyno. Styl mocno cygański, jakieś wieżyczki, baldachimy, posągi, strzeliste zamkowe wieże, piękne klatki schodowe, podjazdy, okna w stylu orientalnym. Na ulicach dużo samochodów rzęchów, raz po raz Maybach, Maserati, Porsche albo Fiat 500 cały w kolorze złota.
Albańczycy zawsze mieli to do siebie, uwielbiają rzeczy świecące.










Złoty fiat! No cudowny 🙂
Mówią, że podróże kształcą. Nie mówią, że odmładzają. Zazdroszczę formy!
Beautiful Kosowo! Well shared with beautiful photos and description.