Najgorszy w tym roku dzień

Dziś był najgorszy w tym roku dzień, oswajałem się z tą myślą od początku roku i snułem scenariusze jak będę chciał go spędzić. Myślałem żeby gdzieś pojechać, daleko i bezpiecznie, aby czas mijał mi na innych sprawach, miałem ochotę go przespać ale szybko porzuciłem ten pomysł, chciałem pójść do Campo na odświętny obiad sam ze sobą ale i ten pomysł wydał mi się głupi, bo co niby miałbym świętować, mogłem pójść na rower przejechać 100 km zmęczyć się na tyle by nie pamiętać. Wstałem rano, poćwiczyłem trochę, zrobiłem sobie kawy, ogarnąłem taras zaciekle szorując kafle na połysk, zrobiłem pranie, wystawiłem zestaw wypoczynkowy, umyłem podłogi w całym mieszkaniu, poodkurzałem, na obiad zrobiłem sobie carpaccio z ośmiornicy, upiekłem łososia i zapiekane szparagi, otworzyłem butelkę białego wina, wieczorem miał być Papa Bar ale skończyło się na puszce piwa. Zwykła codzienność bez fajerwerków, na koniec dopadło mnie zmęczenie. Przed pójściem spać pooglądałem stare zdjęcia, popłakałem sobie trochę i zasnąłem. To był zwyczajny dzień.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.