W nocy źle spałem, przed snem przypomniało mi się, że na obecny numer paszportu wystawiono mi zaproszenie do wizy do Afganistanu. Nowy paszport, oznacza nowe zaproszenia a jedno i drugo wymaga czasu a wyjazd już na początku listopada. Włączyło mi się myślenie, rozkminianie, liczenie strat, kombinowanie, szukanie najlepszego rozwiązania. Tempo miałem szaleńcze a pisanie maili tej nocy szło mi jak z płatka.
Z natłoku spirali negatywnych scenariuszy wyrwała mnie jedna myśl: utknąłem w Iraku, nie mam ważnego dokumentu podróży, nie wiem jak dostać się przez granicę do konsulatu a ja martwię się o to co będzie w listopadzie.
Trochę zeszło ze mnie ciśnienie, ale niepokój pozostał, bo nie wiem co dalej. Najchętniej po prostu ruszyłbym w kierunku Erbilu, ale nie chce ryzykować cofnięcia z granicy i konieczności powrotu 500 km do Bagdadu.
Od rana próbuje dodzwonić się do polskiego konsulatu oddalonego o prawie 900 km od Basry. Dziś w Iraku świętują Dzień Niepodległości stąd wszystkie urzędy, biura i muzea są zamknięte – dotyczy to także konsulatów. Mam jakiś numer, pod który dzwoni się w nagłych wypadkach, ale i on milczy.
Po kilku godzinach okazuje się że dzwoniąc z Iraku z komórki irackiej na komórkę kurdyjską (numer alarmowy polskiej placówki) jest blokada i połączenia nie są realizowane.
Dodzwaniam się dopiero przez whatsup. Pan konsul powiedział to co, napisali w mailu, że nie wie czy mnie wpuszczą do Kurdystanu i że w Bagdadzie nic nie załatwię. Zapytałem się więc go co dalej?
Szczerze spodziewałem się odpowiedzi w stylu „a na ch…ja się pan tam pchał?” ale pan urzędnik był profesjonalny. A że muszę wrócić do Polski na czas więc i ja muszę być miły, rzeczowy i roztropny.
Uzgodniłem z nim, że napiszę dokładnie kiedy i gdzie będę przekraczał granicę, które check pointy mijał, bo jest ich kilka nim dojedzie się do właściwego przejścia granicznego.
On skontaktuje się z tym przejściem i poinformuje, że będzie taki pan z podartym paszportem jechał i że mają mnie wpuścić.
Jak dla mnie cały ten pomysł grubymi nićmi jest szyty, więc na trasie spodziewam się mocy przeżyć i emocji.
Najbardziej panikowałem, że zaraz jeszcze tę luźną kartkę zgubię albo odleci gdzieś z wiatrem pustyni i będę miał paszport książeczkę, bez pierwszej najważniejszej strony. Obudził się we mnie pomysłowy Dobromir i rano przed wyjazdem z Basry uskuteczniałem akcję poszukiwany papierowy spinacz.
Basra wcale nie zachwyca. Niby drugie największe miasto w Iraku, ale nie ma tu niczego interesującego. Dawny pałac Saddama przerobiony na muzeum jest dziś zamknięty, nie mogłem go nawet zobaczyć, bo znajduję się za wysokim murem. Wieczorem po przyjeździe poszliśmy na spacer nad promenadę Corniche, z niewiadomego powodu była ciemna, nieoświetlona, było gorąco i potwornie wilgotno. Pierwszy raz spociłem się tak mocno, że zatęskniłem za klimatyzowanymi pomieszczeniami.



















Ale na wszystkich zdjęciach jesteś uśmiechnięty!
Dzieki . Tzn. że mój psychoterapeuta bardzo dobrze ustawił mi leki😂