Bamian – dzień 6

Odwiedziwszy prawie setkę krajów, mogę z całą pewnością stwierdzić, że prowincja Bamian znajduje się w pierwszej trójce miejsc, które najbardziej mnie zadziwiły. Może nie podróżowałem wystarczająco dużo, ale nawet po zobaczeniu wielu uznawanych za wyjątkowo piękne miejsc, Bamian uznaję za najbardziej uderzająco fantastyczne – lub przynajmniej jedno z takich – jakie kiedykolwiek odwiedziłem. Oszałamiający, ponadczasowy głęboki błękit jezior Band-e Amir, bogata historia starożytnych miast Gholghola i Zuhak oraz całkowicie puste nisze pozostawione przez posągi Buddy – wszystko to połączyło się, tworząc wspaniałą mozaikę niezapomnianych widoków. Nic dziwię się, że Bamian zapewniło sobie miejsce jako atrakcja Afganistanu w tak wielu ludzkich sercach na całym świecie.

Szczególnie chciałbym spędzić więcej czasu w spektakularnym Band-e Amir, niż pozwala na to jednodniowa wycieczka z Bamian. Jeziora Emira – grupa sześciu jezior o charakterystycznych barwach – od ultraszafirowej do ultraturkusowej – objętych ochroną przez utworzony tu w 2009 roku pierwszy w Afganistanie park narodowy. Samej wodzie z jezior przypisywane są moce uzdrawiające i wiele osób pielgrzymuje do wód. Myk jest jeden – taki, że nie wpuszczają do niego kobiet. Jedyna podróżująca z nami kobieta, praktycznie do końca nie wiedziała, czy ją wpuszczą i czy wystarczy dokument od brodatego pana z lokalnego urzędu. Problem w Afganistanie jest taki, że nawet najwłaściwszy papier wystawiony przez kogoś ważnego, może być podważony przez lokalnego policjanta, owłosionego obdartusa, który zasłaniając się niewiedzą, brakiem decyzyjności żąda potwierdzenia potwierdzeń, co przeciąga się w czasie i nakazuje uzbroić się w duże pokłady cierpliwości dla lokalnych praw.

Wpuszczono nas, nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, ale widoki które rozpostarły się zaraz po przejechaniu punktu kontrolnego sprawiły, że zaniemówiłem. Trudno się oddychało, bo park położony jest na wysokości prawie 3 tysięcy metrów. Górskie jeziora, połączone przez sieć naturalnych kaskad i wodospadów, zbudowanych ze śnieżnobiałej skały osadowej są prawdziwym skarbem parku. To, co przyciąga Afgańczyków do parku, to nie tylko piękno przyrody, ale przede wszystkim panujący tam spokój. Jeśli tylko sytuacja w kraju na to pozwala, to podobno park jest idealnym miejscem wypoczynkowym dla przyjezdnych z różnych części Afganistanu, bez względu na ich pochodzenie czy religię. Mówią o nim „kraina spokoju” a my tego dnia byliśmy tam sami. Sami otoczeni bezmiarem naturalnego piękna.

W parku spędziliśmy kilka godzin, mieliśmy okazję pospacerować po okolicznych wzgórzach, zobaczyć jeziora i kaskady praktycznie z każdej perspektywy. Ruhollah zaplanował dla nas piknik na świeżym powietrzu, który sam przygotował, zorganizował miejsce, wyłożył dywanami, poduszkami, które w efekcie wyglądem przypominało poduszowsko. Póki świeciło słońce miło się siedziało, gawędziło, popijało gorącą herbatkę, było rajsko przyjemnie, ale gdy zaszło słońce, zaczęło wiać i zrobiło się nieprzyjemnie. Ziąb był potworny, praktycznie nie do wytrzymania, wracając do hotelu marzyłem, żeby wziąć gorący prysznic i wskoczyć pod kołdrę. Nie było mi dane w hotelowych warunkach, poszedłem do łóżka spać, wiedząc, że nazajutrz na pewno będę chory.

Wracając do tutejszych pań. Afganistan już wcześniej nie był łatwym miejscem do życia dla kobiet. Teraz jednak Talibowie odbierają kobietom kolejne prawa: do edukacji, swobodnego poruszania się, a nawet używania głosu na ulicy. Myślę, że wraz z ograniczaniem wolności w Afgankach gaśnie swoista nadzieja. Żyją w kraju, w którym nigdy nie mogły robić tego, czego by chciały, nawet przed talibami. Musiały ubierać się w określony sposób, nie mogły robić rzeczy, które były dozwolone przez prawo, ale nieakceptowalne społecznie. Ale wciąż mogły się uczyć, wciąż jakoś widziały swoją przyszłość w tym państwie. Gdy mi to odebrano, straciły nadzieję. Obecnie Talibowie zdelegalizowali działalność salonów piękności, które wielu kobietom zapewniały nie tylko pracę, lecz także jedno z nielicznych miejsc odpoczynku i socjalizacji w ultrapatriarchalnym, konserwatywnym środowisku. Wymazywanie kobiet odbywa się na poziomie symbolicznym. Ich twarze są zamalowywane na plakatach i billboardach, nie widniały nawet na salonach piękności, gdy te jeszcze funkcjonowały. Z czasem sprzedawcy zaczęli zakrywać plastikowymi workami głowy kobiecych manekinów i widziałem to na własne oczy oglądając sklepowe witryny. Twarze prezenterek telewizyjnych i gościń w programach zostały zasłonięte co najmniej maseczkami. Podobnie jest na ulicach, bazarach, w sklepach dla kobiet. Kobiety muszą być nieustająco czujne, czy na przykład nie zsuwa im się chusta, nie powinny się śmiać.

Smutne jest to, że choć jeszcze żadne państwo świata nie uznało oficjalnie rządu talibów, obserwuje się swoistą normalizację ich władzy.

W Bamian natrafiliśmy na pozostałości z wojny z Rosjanami. Czołgi porozrzucane po całej okolicy, niektóre kolorowo pomalowane, inne po prostu porzucone z upływem lat zmieniły się w  metalowe wraki.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Bamian – dzień 6

  1. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Dziękuję Ci za wspaniałą podróż z rana! Niezwykłe miejsca, surowość krajobrazu, bezludzie i rozlewiska urzekają. Szkoda, że zdjęcia nie oddają tych turkusowych i błękitno(pewnie)zielonych odcieni wody. To moje ulubione.
    Zauważyłam, że ten park jednak został przygotowany pod zwiedzających. Starannie wyznaczono kamienne ścieżki..

    Dla mnie szok, że jest jeszcze miejsce na Ziemi, gdzie kobiety są tak traktowane 😦 Mało tego, że zwykłe podstawowe prawa każdego człowieka są jeszcze bardziej im odbierane :(( Bardzo smutne 😦

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Takie miejsca pozostawia ślad w pamięci. Widoki mam nadal przed oczami, trudno uwierzyć że w tak pięknych krajobrazowo miejscach dzieją sie tak okropne rzeczy.

  2. Część „krajobrazowa” jest fascynująca, część „polityczna” jest deprymująca.

Dodaj komentarz